Trudno znaleźć argumenty sugerujące trwały i znaczący wzrost ceny papierów Telekomunikacji. Realizacji takiego scenariusza można spodziewać się w zasadzie jedynie wtedy, gdyby hossa na naszym parkiecie była kontynuowana. W ślad za rosnącymi wycenami innych firm podążałyby zapewne walory narodowego operatora. W innej sytuacji notowania spółki będą zapewne w najbliższych miesiącach "skazane" na trend boczny, a w razie pogorszenia nastrojów na parkiecie, realny jest spadek w okolice 18 zł.
Mało atrakcyjna wycena
Ten poziom wynika nie tylko z analizy technicznej. Na wysokości 18 zł zatrzymała się wyprzedaż z początków minionego roku. Zbliżony poziom (ok. 19 proc.) otrzymujemy w oparciu o wyniki za ostatnie cztery kwartały i przeciętną różnicę w przeszłości między bieżącymi notowaniami a wartością akcji, obliczoną na podstawie historycznych średnich wskaźników C/ZO, C/WK oraz C/S. Przeciętnie kurs pozostawał około jednej czwartej poniżej tak wyznaczonego punktu odniesienia. Teraz wypada przy 25,5 zł.
Jednocześnie akcje TP blado wypadają na tle innych spółek z tej branży, notowanych na emerging markets. W drugiej połowie marca różnica między rocznymi stopami zwrotu dla walorów TP oraz spółek telekomunikacyjnych z rynków wschodzących spadła poniżej minus 20 pkt proc. To najniższy poziom od lata 2004 r.
W odniesieniu do notowań w perspektywie kwartału nie płyną z tego jednoznacznie pesymistyczne wnioski. W sytuacji, gdy dysproporcja między notowaniami TP i innych spółek z branży na emerging markets wynosiła od minus 21 do minus 20 pkt proc. po kwartale akcje naszego operatora przynosiły przeciętnie 5,2 proc. straty. Gdy ta różnica mieściła się między minus 22 a minus 21 pkt proc., zysk po kwartale wynosił średnio 3,2 proc. Dla przedziału minus 23 - minus 22 pkt proc. strata sięgała 3,4 proc., dla minus 24 - minus 23 pkt proc. zysk wynosił 2,5 proc., dla minus 25 - minus 24 pkt proc. była to strata 2,9, a dla minus 26 - minus 25 pkt proc. strata przekraczała aż 8 proc.