Reklama

Trudne warunki

Dziś ma być gotowy projekt deklaracji programowej, która stanie się podstawą umowy koalicyjnej PiS z Samoobroną. Postulaty Andrzeja Leppera budzą jednak niepokój nawet w samym rządzie.

Publikacja: 11.04.2006 08:15

Wczoraj spotkały się zespoły negocjacyjne PiS i Samoobrony. Rozmawiano w podobnych składach, jak w trakcie ustalania szczegółów lutowego paktu stabilizacyjnego (po stronie PiS przewodniczący klubu Przemysław Gosiewski i jego zastępca - Marek Kuchciński; po stronie Samoobrony - wiceszef klubu Janusz Maksymiuk i wiceprezes partii Krzysztof Filipek).

Co ciekawe, oba ugrupowania doszły do wniosku, że podstawą porozumienia będzie właśnie pakt. - Przejrzeliśmy projekty ustaw, nie doszliśmy do takiego wniosku, aby jakikolwiek projekt miał być usunięty - tłumaczył P. Gosiewski. - Rozmowy w sprawie koalicji mogą zakończyć się jeszcze w tym tygodniu - dodał.

Sztandarowym postulatem Samoobrony jest wypłata minimum socjalnego dla każdego, kto nie z własnej winy nie może znaleźć pracy. Kosztować to może przy 2,7 mln bezrobotnych około 25-26 mld zł rocznie. Partia zakłada, że część wydatków sfinansować można przez podatek obrotowy. Samoobrona domaga się ponadto wynegocjowania z Unią Europejską zwiększenia kwot produkcyjnych w rolnictwie i przemyśle. Renegocjacji Traktatu Akcesyjnego domaga się też LPR, którą PiS zaprosił do rozmów wczoraj wieczorem.

Podatek obrotowy jest jednak niezgodny z prawem unijnym (patrz ramka). Dlatego w pakcie stabilizacyjnym propozycja ta znalazła się na liście "projektów do dalszej analizy". Jak bardzo jest ona ważna dla Samoobrony - nie wiadomo. Na razie przeciw jest rząd. - Jako ekonomista stwierdzam, że warunki, które stawiają przedstawiciele Samoobrony, są niemożliwe do zrealizowania - skwitowała pomysł wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska.

Do tworzenia koalicji nie kwapi się za to PSL. - Nie chcemy podejmować decyzji pochopnie. Decyzję podejmiemy w ciągu najbliższych kilkunastu dni - stwierdził prezes partii, Waldemar Pawlak.

Reklama
Reklama

PAP

Roman Namysłowski,

menedżer ds. VAT w Ernst&Young

Pomysł wprowadzenia podatku obrotowego należy uznać za chybiony, jako niezgodny z prawem Unii Europejskiej. Jedynym podatkiem obrotowym, jaki możemy mieć, jest podatek od wartości dodanej, a taki już mamy. Nie możemy go ani zastąpić podatkiem w formie, w jakiej funkcjonował przed 1993 r. - m.in. ze względu na brak neutralności dla podatników, ani uzupełnić dodatkowym obciążeniem o zbliżonym charakterze - na to nie zezwala wprost VI Dyrektywa. Niektóre kraje UE podejmują próby opodatkowania przedsiębiorstw podatkiem zbliżonym do VAT, np. włoski 4,25-proc. podatek od osiąganych dochodów (IRAP). Sprawa jego legalności jest jednak kwestionowana przed Trybunałem Sprawiedliwości, a rządowi włoskiemu grozi zwrot kwot pobranych przez cały (lub częściowy) okres jego funkcjonowania.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama