Analityk z agencji Fitch Ratings Brian Coulton uważa, że Włochy muszą przeprowadzić poważne reformy, aby uniknąć obniżenia ocen. Moritz Kraemer, dyrektor europejskiego działu w Standard & Poor?s nie kryje swoich wątpliwości co do tego, czy Włochy zasługują na obecne oceny. S&P obniżył w lipcu 2004 r. rating zadłużenia Włoch do poziomu AA-. Był to pierwszy przypadek redukcji takiej oceny wobec kraju ze strefy euro.
Zarówno premier Silvio Berlusconi, jak i jego główny rywal Romano Prodi, były szef Komisji Europejskiej, w kampanii wyborczej obiecywali opanowanie wciąż rosnącego deficytu budżetowego. Jego poziom w ub.r. po raz pierwszy od ponad dekady spowodował wzrost zadłużenia publicznego Włoch. Wynosi ono 1,8 bln USD i Włochy pod tym względem zajmują trzecie miejsce na świecie po Japonii (6,4 bln USD) i USA (4,2 bln USD).
Obniżenie ratingu oznaczałoby podniesienie kosztów obsługi tego zadłużenia i to w okresie, kiedy i tak rosną one na skutek podnoszenia stóp procentowych. Już teraz różnica między oprocentowaniem włoskich 10-letnich obligacji rządowych i porównywalnych niemieckich papierów sięga 30 pkt bazowych i jest największa od czterech lat.
W ten sposób inwestorzy zareagowali na niedawne podniesienie przez włoski rząd prognozy tegorocznego deficytu budżetowego do 3,8 proc. PKB, z 3,5 proc. przewidywanych jeszcze w styczniu. Przyczyną jest słabe tempo wzrostu gospodarczego, od pięciu lat wolniejsze niż w całej strefie euro. Włochy już czwarty rok z rzędu przekraczają 3-proc. limit deficytu budżetowego dopuszczalny przez Układ z Maastricht. Włochy dostały czas do 2008 r. na zmniejszenie deficytu.
Prodi, którego centrolewicowa Unia wygrała wybory parlamentarne, uzyskując według wstępnych danych ponad 50 proc. głosów, obiecywał zmniejszenie wydatków i stymulowanie wzrostu poprzez redukcję składek na ubezpieczenia wynoszących teraz 12 mld euro. Rzecz w tym, że żeby rządzić, będzie musiał utworzyć koalicję z 9 partii, od komunistów po chadeków.