Specjalne strefy ekonomiczne nie są w całości zagospodarowane, ale już teraz potrzebują nowych terenów. Po prostu kończą się obszary atrakcyjne dla inwestorów.

- Problemem jest brak dużych działek - powiedziała Teresa Korycińska, zastępca dyrektora Departamentu Instrumentów Wsparcia w Ministerstwie Gospodarki. - Mamy teraz przede wszystkim kawałki gruntu o wielkości do 10 ha. Kiedy zgłasza się duży inwestor, potrzeba nawet 100 ha. Wtedy jest duży problem, bo trzeba wyłączyć z SSE kilka mniejszych działek, aby móc utworzyć większą w innym miejscu - stwierdziła. Na dodatek gminy, które często są właścicielami gruntów w SSE, nie chcą ich oddawać za darmo. Liczą na to, że jednak znajdzie się inwestor lub że zostaną wymienione na inne, lepsze tereny.

Nowych SSE nie będzie, bo resort gospodarki obliczył, że koszty utworzenia spółki zarządzającej nową strefą są zbyt wysokie. Przewidywane jest za to powstawanie kolejnych podstref. Kolejne obszary będą włączane do nich na wniosek lokalnych władz. Jak powiedziała nam Teresa Korycińska, już teraz nowe gminy zgłaszają wnioski o objęcie ich gruntów przez SSE.

Grunty, które wejdą w skład specjalnych stref, będą pochodzić głównie z zasobów gmin i Agencji Nieruchomości Rolnych. Ministerstwo przy ich przyłączaniu będzie kierowało się możliwością przyciągania nowych projektów inwestycyjnych. Możliwe, że tereny będą włączane tylko do SSE, które są już zagospodarowane w ponad 70 proc., ponieważ te obszary mają rozbudowaną infrastrukturę i stwarzają największą szansę na przyciągnięcie firm zagranicznych.

Według nieoficjalnych informacji, projekt trafi na tzw. szybką ścieżkę legislacyjną. Już w kwietniu znajdzie się w Sejmie. Nie wiadomo, ile potrwają prace w komisjach. Prawdopodobnie po wakacjach ustawa wejdzie w życie.