- Będę walczył o oczyszczenie mojego imienia do dnia mojej śmierci - mówił były prezes energetycznego koncernu, który składał zeznania we własnej sprawie. Skillingowi przedstawiono 28 zarzutów, w tym zmowy przestępczej, oszustw inwestycyjnych i sprzedaży akcji na podstawie informacji poufnej. Wraz z nim na ławie oskarżonych zasiada także były przewodniczący rady nadzorczej Kenneth Lay.

Skilling zapewniał ławę przysięgłych o swej absolutnej niewinności. Mówił, że nigdy nie nakłaniał podwładnych do manipulowania raportami finansowymi. Utrzymywał, że Enron był dobrze prosperującą spółką, o której losie przesądziła seria artykułów w "Wall Street Journal" w październiku 2001 r. To one miały wywołać giełdową panikę, która poskutkowała odmową udzielenia nowych kredytów i zdecydowała o ostatecznym losie koncernu, który ogłosił bankructwo w grudniu tego roku. Reakcja "WSJ" była natychmiastowa. - Nasi reporterzy zainicjowali proces ujawniania skandali rachunkowych w Enronie. Jesteśmy z tego dumni - stwierdził redaktor zarządzający gazety Paul E. Stieger.

Wypowiedzi Skillinga przypominały zeznania, jakie składał w Kongresie oraz przed Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Były prezes był jednym z nielicznych szefów Enronu, który nie powołał się na piątą poprawkę do konstytucji i nie odmówił składania zeznań.

Strategię składania zeznań eksperci prawni interpretują jako przejaw desperacji obrońców, którzy widzą w tym ostatnią szansę na przekonanie ławy przysięgłych o niewinności swoich klientów.