Wczorajszy spadek kursów można uznać za zaskakujący. Odnotowaliśmy przecież nowe maksima na wykresach miedzi i ropy naftowej - coraz droższe ceny surowców dotychczas napędzały hossę na rynkach wschodzących. Jeszcze niedawno PKN i KGHM po takich informacjach poszybowałyby w górę. Tymczasem wczoraj mieliśmy realizację zysków i spadek notowań obydwu firm. Zaskakujący także z tego powodu, że w czasie kiedy kurs PKN spadał poniżej 65 zł, węgierski MOL notował historyczne maksimum. Takie rozbieżne zachowanie uznaję za dowód mniejszej aktywności inwestorów zagranicznych na obydwu rynkach. Podczas takich sesji widać, że coraz wyższa rentowność amerykańskich obligacji jednak odciska swoje piętno (wczoraj pisałem, że najwyższa od ponad trzech lat dochodowość papierów 10-letnich przeszła na rynkach akcji praktycznie bez echa), nie tyle zachęcając inwestorów do wyprzedaży już kupionych papierów, co ograniczając napływ świeżych pieniędzy. Nie ma co oczywiście po pierwszym spadku popadać w przesadnie pesymistyczny ton, warto jednak brać pod uwagę inną niż dotychczas zależność - rekordy na rynkach surowcowych prowokować będę inwestorów raczej do realizacji zysków niż nowych zakupów.
Warto zwrócić uwagę na zaostrzające się problemy rynku z właściwą wyceną akcji. Rzecz dotyczy nie tylko Elektrimu, Lubawy czy Skotanu, w przypadku których inwestorzy podejmują decyzje w dużej mierze intuicyjne. Problem sięgnął już spółek z WIG20, w przypadku których podejrzewać można, że wiele rzeczy zbadanych jest co do złotówki przez inwestorów instytucjonalnych. Tymczasem po informacji o nowej emisji akcji Bioton szybuje do 22,8 zł, żeby następnego dnia zaliczyć twarde lądowanie na 21,2 zł. Wydaje mi się, że bez względu na to czy to bessa czy hossa, nowa emisja w pierwszym momencie przede wszystkim rozwadnia zyski, a więc nie jest korzystna dla dotychczasowych akcjonariuszy. Jeszcze w poniedziałek część inwestorów uważała inaczej, we wtorek zmienili swoją opinię o 180 stopni. Emocje grają widać coraz większą rolę.