Początek sesji nie był pomyślny głównie za sprawą słabych notowań w USA. Przez dłuższy czas były one skutecznie ignorowane. Wpław tamtejszych indeksów na przebieg naszych notowań właściwie ograniczał się jedynie do poziomu otwarcia sesji. Wczoraj nie było inaczej, ale wkrótce może się to zmienić. Sytuacja w Stanach nie jest już tak klarowna, bo tamtejszy rynek zaczyna odczuwać ciążenie. Na razie wykresy sygnalizują odbicie od oporów i jeszcze nie ma co głosić bessy, ale na wsparcie z tamtej strony chyba liczyć nie można.
Wsparciem pozostają dla nas rynki surowcowe. Wzrost cen miedzi, srebra czy ropy jest paliwem dla kupujących spółki surowcowe wchodzące w skład WIG20. Rynek się na tym wznosi. Jednak nawet ceny surowców nie rosną w nieskończoność. W przypadku srebra czy miedzi można już mówić o hiperboli. Wprawdzie wyznaczenie szczytu takiego ruchu jest piekielnie trudne (o ile w ogóle sensowne), to wiadomo z góry, że spadek będzie równie szybki. Zatem można przypuszczać, że dynamiczny zwrot na surowcach może odbić się u nas echem w postaci niemal równie dynamicznego zwrotu cen KGH czy PKN. Skutki są łatwe do przewidzenia.
Tyle, jeśli chodzi o otoczenie. Zachowanie indeksu WIG20 w ostatnich dniach nie może zachwycać posiadaczy długich pozycji. Najpierw niemrawy wzrost po odbiciu od dolnego ograniczenia kanału, później równie niemrawe wybicie w kanału górą i wreszcie rekordy hossy, które nie przyciągnęły nowego kapitału. W tej chwili warto obserwować zachowanie się cen w okolicy kanału, bo powrót w jego zakres zaneguje wybicie i może być oznaką słabości. Jeśli górne ograniczenie kanału (okolice 2900 pkt dla indeksu i 2850-60 pkt dla kontraktów) nie zatrzyma spadku, będzie można zastanawiać się nad zamknięciem długich pozycji.