Czwartkowa sesja potwierdziła, że w odniesieniu do dolara znów wiodącym tematem stał się dysparytet stóp procentowych. W wyniku zwyżki rentowności obligacji w USA inwestorzy tracą wiarę, że dojdzie do szybkiego jego zredukowania. To zachęca do zakupu dolarów. Euro w czwartek po południu poszło w dół o ok. pół centa, ale pod koniec dnia odrobiło straty i wróciło do poziomu ze środy - 1,21 USD. To każe nadal zakładać pozostanie EUR/USD w wielomiesięcznym trendzie bocznym.
Niejasne pozostają też perspektywy złotego. Wczoraj ponad 1 grosz spadł zarówno do dolara, jak i euro. Kurs euro od początku miesiąca balansuje wokół rocznej średniej kroczącej. Dolar nie może poradzić sobie z barierą 3,3 zł. Jednocześnie nie pojawiły się czynniki negujące możliwość przebicia tych oporów. W tej niejasnej sytuacji można oczekiwać, że impuls do mocniejszego ruchu nadejdzie z rynku obligacji. Jeśli dojdzie do odwrotu z niego, ucierpi i złoty. W czwartek dochodowość naszych papierów poszła w górę, co może wskazywać, że odporność na sytuację na świecie powoli się kończy.