KGHM wraz z PKN mają 25 proc. udział w WIG20. Jeśli dodamy do tego tylko Lotos i PGNiG, to udział tych spółek rośnie o kolejne 10 proc. Nie jest to nic nadzwyczajnego. W poprzednich miesiącach waga spółek surowcowych była momentami jeszcze większa. Tyle tylko, że wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tak dużymi wahaniami cen surowców, szczególnie na rynku miedzi, której kurs w ciągu ostatniego miesiąca wzrósł już prawie 30%. WIG20 jest szczególnie czuły właśnie na wahania cen tego surowca. Po pierwsze, ze względu na jednoznaczne przełożenie na wyceny KGHM, a po drugie ze względu na fakt, że KGHM ma największą wagę w indeksie. Taka sytuacja spowodowała, że w ostatnich tygodniach instrumentem bazowym dla kontraktów tak naprawdę stała się miedź (z ropą w tle), a nie wszystkie 20 spółek wchodzących w skład indeksu. Potwierdzeniem tego niech będzie chociażby właśnie czwartkowa sesja, na której wzrost kursu KGHM odpowiadał w poszczególnych etapach sesji za 50-75% ze wzrostu WIG20.

Giełdowa reguła zawsze każe trzymać się trendu i do niczego innego na GPW namawiać w tej chwili nie można. Jednak trzeba pamiętać o charakterze tego wzrostu, który ma bardzo silnego lidera, ale niestety tylko jednego. Poza surowcami nie wspierają nas ani rynki regionu (jesteśmy liderem w ostatnich tygodniach), ani przepływy globalnego kapitału (napływ kapitału na rynki emerging markets słabnie), ani też amerykański rynek długu, gdzie rentowność obligacji pocałowała wczoraj 5%. Surowce ostatnie rekordy WIG20 usprawiedliwiają, ale gdy wzrost miedzi i ropy zostanie choćby tylko wyhamowany, to korekta na GPW powinna być gwałtowna. Wiele spółek dostało w ostatnich dwóch tygodniach sporą premię, nie dzięki surowcom, ale tylko dzięki optymizmowi wynikającemu z kolejnych rekordów hossy.