Reklama

Gospodarka na dalszym planie

Celowe opóźnianie wejścia Polski do strefy euro jest fatalną decyzją, której niedobre skutki będziemy odczuwać przez lata

Publikacja: 20.04.2006 08:50

Trudno byłoby nie zgodzić się z diagnozą, że rządząca partia skupia się w pierwszej kolejności na prawie i sprawiedliwości pozostawiając gospodarkę w dalszym tle. Przejawów takiego stanu rzeczy jest wiele.

W "Programie 2005" PiS gospodarce poświęcił jedną siódmą objętości. Według skarbnika i doradcy gospodarczego partii, przewodniczący "jest bardzo znudzony" wywodami na temat gospodarki. Prezydent nie mianował przez cztery miesiące swojego doradcy do spraw gospodarczych, są natomiast doradcy do spraw zdrowia, nauki i samorządu, ostatnio także do spraw politycznych. Premier ma opinię zdolnego, aczkolwiek zaledwie przyuczonego ekonomisty. Przez lata wykonywał zawód nauczyciela fizyki.

Jestem zdania, że fizycy, matematycy i astronomowie, którzy zajmują się gospodarką mają problemy z właściwym zrozumieniem natury procesów gospodarczych. Zbyt często traktują gospodarkę jakby była urządzeniem mechanicznym, a nie organizmem społecznym. Różnica leży w tym, że w różnych sytuacjach gospodarka reaguje inaczej na takie same instrumenty polityki gospodarczej, podczas gdy mechanizmy na ogół zawsze tak samo na stosowane wobec nich instrumenty.

W Radzie Ministrów brak jest ekonomistów z rządowym doświadczeniem, a co gorsza, nie ma w nim silnych osobowości będących w stanie narzucić swoje wizje rozwojowe, takich jak Balcerowicz, Kołodko czy Hausner. Ministrowie z resortów gospodarczych stosunkowo rzadko wypowiadają się publicznie i wypadają blado. Wyjątek stanowi minister finansów i jeden z wiceministrów skarbu.

Program gospodarczy rządzącej partii politycznej jest w gruncie rzeczy manifestem, deklaracją dobrej woli, a nie spójnym dokumentem strategicznym. Przez dokument przewija się brak strategicznej wizji gospodarczej, a realizacja centralnego hasła "rozwój przez promocję zatrudnienia" przewiduje serię doraźnych zabiegów w miejsce zdecydowanych działań systemowych.

Reklama
Reklama

Słabością programu wyborczego PiS okazuje się, zgodnie z opiniami ekspertów głoszonymi po jego ujawnieniu, brak możliwości realizacji obietnic wyborczych przez system finansów państwa. Wycofano się zatem z obietnic albo je redukując (na przykład budowę trzech milionów nowych mieszkań), albo odkładając w czasie (obniżenie stawek podatkowych).

Ważne strategicznie decyzje gospodarcze zostały także odłożone na dalszy plan. Celowe opóźnianie wejścia Polski do strefy euro jest, moim zdaniem, fatalną decyzją, której niedobre skutki będziemy odczuwać przez lata. Nie są jasne zamierzenia prywatyzacyjne. Deklaracje w tej materii są mgliste, a przychody z prywatyzacji zapisane w budżecie mogą nie zostać zrealizowane. Prywatyzacja jest tematem mało popularnym w kręgach rządowych i parlamentarnych, przez co klimat wokół niej nie jest najlepszy. Ciekawe będą jej losy po wzmocnieniu rządu przez ugrupowanie, dla którego jest synonimem grabieży majątku narodowego. Już chyba nikt nie wierzy w podaną przez premiera w expose datę zakończenia "zasadniczego procesu prywatyzacji": rok 2009.

Niepokoi nie tyle brak koncepcji kontynuacji reform gospodarczych, ile nawet brak przekonania, że są one niezbędne i konieczne. XXI wiek stawia przed krajami coraz trudniejsze rozwojowe wyzwania, a kraje postkomunistyczne powinny w sposób szczególnie staranny odpowiadać na takie wyzwania. Zaniechanie reform nie pomoże w nadrabianiu zaległości rozwojowych i zmniejszaniu luki dochodowej wobec krajów bardziej od Polski rozwiniętych gospodarczo.

Rząd nie ma dobrych notowań za granicą, głównie przez działania w sprawach gospodarczych. Konflikt z UniCredito, niekończące się przepychanki z Eureko, podważanie słuszności działań banku centralnego nie prowadzą do budowy zaufania wśród zagranicznych inwestorów. Nie wróżą dobrze pojawiające się ostatnio coraz częściej zastrzeżenia Komisji Europejskiej w rozmaitych sprawach gospodarczych.

Dotychczas trzy czynniki neutralizują niekorzystne dla gospodarki skutki działań rządu na arenie politycznej i brak zdecydowanej polityki gospodarczej. Pierwszym jest coraz większe uniezależnianie się gospodarki od bieżącej polityki jako rezultat otwarcia kraju na świat i procesu globalizacji. Drugi czynnik to korzystna faza cyklu koniunkturalnego, dzięki czemu utrzymuje się stosunkowo wysoki wzrost gospodarczy. Trzecim czynnikiem jest członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Z jednej strony ogranicza ono znacząco swobodę działań, na które niektórzy politycy mieliby ochotę, ale z drugiej - umożliwia szybszy rozwój dzięki pogłębianiu kontaktów gospodarczych, jakie stwarza integracja.

Pozostaje trudne do odpowiedzi pytanie: jak długo gospodarka będzie się rozwijać w przyzwoitym tempie nie będąc najważniejszym punktem zainteresowania rządu.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama