W okresie minionych 15 lat roczna dynamika produkcji przemysłowej była wyższa niż w marcu tego roku (+16,4 proc.) jedynie 7-krotnie (przez 3,9 proc. czasu). Ostatnio miało to miejsce podczas "przedakcesyjnego" skoku popytu z okresu II-IV?2004, wcześniej w grudniu 1999, czerwcu 1997 oraz w okresie VIII-IX?1994. W połączeniu z informacją o powrocie szybkiego tempa wzrostu produkcji budowlanej w marcu (+15,4 proc.) pozwala to szacować tempo wzrostu PKB w I kw. na nieco ponad 5 proc. To przyspieszenie tempa wzrostu krajowej produkcji było sygnalizowane przez marcowy skok wskaźnika oczekiwań niemieckich przedsiębiorców IFO do najwyższego poziomu od przynajmniej 16 lat. Również ostatni skok rocznej dynamiki złotowych cen metali przemysłowych do poziomów - ponad +40 proc. r./r. - obserwowanych w przeszłości jedynie wiosną 2004, w styczniu 2000, lipcu 1997 oraz w II połowie 1994 roku był spójny z bardzo wysokim popytem występującym w polskiej gospodarce (o miedzi mówi się nie bez kozery, że "ma doktorat z ekonomii"). Trzecim zjawiskiem zapowiadającym tak dobre dane makro było oczywiście ostatnie zachowanie rynku akcji: 35-49 proc. dynamika roczna WIG-u, jak i 57-93 proc. dynamika roczna WIRR-u obserwowane w marcu były historycznie spójne z bardzo silnym wzrostem produkcji przemysłowej. Dodając do tych danych nadal rewelacyjne wyniki budżetu (12-miesięczny deficyt już tylko 23,8 mld zł po marcu), brak dużej nierównowagi w obrotach bieżących z zagranicą oraz zaskakująco niską - w świetle szybkiego tempa wzrostu gospodarczego i szalejących cen surowców - dynamikę GUS-owskich wskaźników inflacji otrzymujemy rzeczywiście imponująco optymistyczny obraz polskiej gospodarki.
Żeby jednak nie przesłodzić, chciałbym zwrócić uwagę na wczorajszy "kraszek" na rynku srebra, którego cena w pewnej chwili traciła aż 17,3 proc. w stosunku do środowego zamknięcia (byłby to najsilniejszy spadek od kwietnia 1987). Ta słabość srebra może być interpretowana - jako zapowiedź bliskiej krótkoterminowej korekty cen w całym kompleksie metali ze wszystkimi tego konsekwencjami dla cen akcji ich producentów oraz generalnie dla "rynków wschodzących".