Przyczyną ostatnich wzrostów jest przede wszystkim drożejąca ropa i miedź. Pierwsza popchnęła w górę ceny Orlenu, Lotosu, MOL i PGNiG, a druga - KGHM. Ta ostatnia dzięki wzrostom stała się od jakiegoś czasu najcięższym papierem w indeksie. Podlega sporym wahaniom w trakcie sesji. Kontrakty terminowe reagują błyskawicznie na zmiany notowań, zanim jeszcze podana zostanie aktualna wartość WIG20.

Zwyżka czwartkowa i piątkowa nieco się różniła od wcześniejszych. Spółki paliwowe już niemal nie rosły, natomiast ruszyły w górę banki. PKO BP, pokonawszy we środę opory przy 35 zł, przyspieszyło w czwartek gwałtownie, a piątek kontynuowało dynamiczny wzrost, osiągnąwszy na koniec 40 zł. W ślad za nim ruszyło w czwartek Pekao, które pomimo wielu niewiadomych co do fuzji przekroczyło 200 zł. Po dwóch tak silnych sesjach walory te powinny odpocząć. Możliwe, że już w poniedziałek, ale bardziej prawdopodobne dzień później. Nie oznacza to bynajmniej końca wzrostów samego WIG20. Wystarczy bowiem, że ruszą znów w górę spółki surowcowe, które zdążyły już nieco okrzepnąć na aktualnych poziomach.

Ze strony zagranicy zakupom sprzyja umacnianie się złotego, z jakim mamy do czynienia od kilkunastu dni. Inwestorzy nabrali pewnego zaufania do ekipy rządzącej, która sprzeciwia się populistycznym postulatom likwidacji rezerwy walutowej. Jak dotąd nie znaliśmy opinii rządu w tej sprawie, a niezdrowy konflikt wokół NBP i Unicredito rodził obawy o podejście do spraw polityki pieniężnej.

Rodzi się pytanie o szczyt aktualnego ruchu. Obroty nie są jeszcze na tyle wysokie, by dawać sygnał o możliwości maksimum. Dziwię się zatem ujemnej bazie, bo to oznacza, że większość obstawiających traci pieniądze.