Kamil Jaros
Skończył się tydzień, w czasie którego potwierdziło się po raz kolejny, że
w tej chwili nic nie liczy się dla polskich inwestorów tak bardzo, jak
sytuacja na światowych rynkach surowcowych. Pozostałe czynniki, które
Kamil Jaros
Skończył się tydzień, w czasie którego potwierdziło się po raz kolejny, że
w tej chwili nic nie liczy się dla polskich inwestorów tak bardzo, jak
sytuacja na światowych rynkach surowcowych. Pozostałe czynniki, które
zwykle uznaje się za mające wpływ na ceny, tym razem zeszły na plan
dalszy. Jest to niepokojące, choćby z tego powodu, że wspomniane pozostałe
czynniki wcale nie są równie sprzyjające silnym zwyżkom cen. Tym samym,
gdy ponownie powrócą one do świadomości uczestników rynku, mogą być
poważnym argumentem za korektą obecnych wycen spółek.
"Surowcowy" charakter obecnych wzrostów cen nie przeszkadza wykorzystywać
politykom samego faktu zwyżki do własnych celów. Ostatnio hossę na rynku
premier Marcinkiewicz odczytał jako oznakę zaufania rynku do jego rządu.
"Najlepszym miernikiem stabilności w państwie są notowania na giełdowe. Od
pół roku, odkąd Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, mamy do czynienia z
nieprzerwaną hossą na rynku". Dobra koniunktura ma wielu ojców i każdy
chce się pod nią podczepić. Pamiętać należy, że giełda jest kapryśna -
jest to nóż obosieczny. Co powie premier, gdy ceny w końcu zaczną spadać?
Tym bardziej, że nie jest to perspektywa zbyt odległa.
O takiej możliwości przypomniało w tym tygodniu srebro. Rynek ten przeżywa
okres dynamicznego wzrostu. W ostatnich tygodniach niemal każda sesja
kończyła się zwyżką cen. Analitycy prześcigają się w określaniu nowych
poziomów możliwego zakończenia tego ruchu. Ceny są obecnie na poziomach,
które jeszcze parę miesięcy temu uważano za niemożliwe do osiągnięcia.
Dobra passa na srebrze pomaga także naszym notowaniom za pośrednictwem
papierów KGH. Srebro idzie w górę równolegle z innymi surowcami, ale czyni
to najbardziej efektownie. W czwartek cena jednak spadła i to o prawie
14%! Ta zniżka wprowadziła nieco zamieszania wśród inwestorów, ale ci
szybko się otrząsnęli. W piątek ponownie ceny wzrosły odrabiając połowę
wspomnianego dynamicznego spadku.
Co spowodowało taką przecenę? Z jednej strony panujące na rynku nastroje
wyczekujące na korektę, a z drugiej ustawione niżej zlecenia stop
zamykające długie pozycje. Miała miejsce pierwsza większa fala realizacji
zysków. Nie oznacza ona jeszcze końca hossy na tym rynku i pewnie wkrótce
pojawią się tam nowe rekordy. Wydarzenia z czwartku powinny być to dla nas
nauczką, co prawdopodobnie wkrótce czeka większość rynków surowcowych, a
zatem i nasz rynek akcji tak mocno z nimi skorelowany.
Można sobie zadać pytanie, czy faktycznie czeka nas wkrótce spadek cen
surowców? Jest to w tej chwili dla nas najpoważniejszy czynnik ryzyka.
Patrząc na wykresy cen miedzi czy srebra można dojść do wniosku, że ceny
mogą tylko rosnąć. Taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. Prędzej czy
później, dojdzie do spadku, a będzie on nie mniej dynamiczny niż
poprzedzający go wzrost. Nawet nie będę się starał zgadywać, czy nastąpi
on już w tym tygodniu, czy może w którymś kolejnym. Przy takim poziomie
emocji wszystko jest możliwe.
Nastroje są cały czas optymistyczne, co pokazują choćby ostatnie
zapowiedzi zarządu KGH.. Tenże zarząd podniósł w piątek proponowany poziom
dywidendy z zysku za 2005 rok do 5,50 zł na akcję z 3,50 zł. Zapowiedziano
również weryfikację prognozy wyników finansowych na 2006 rok. Można
odnieść wrażenie, że emocje zaczynają brać górę nad rozsądkiem. Takie
wnioski są tym bardziej zasadne, gdy przeanalizujemy wypowiedzi prezesa
KGH odnoszące się do aktualnie prowadzonej polityki zabezpieczania
kursowego. Jegirmę 2 mld zł. To znaczy, że o tyle mniej
zarobi ona w wyniku nietrafionego hedgingu". "Według wyceny, którą
wykonaliśmy w styczniu, wynik całego 2006 roku byłby wyższy, bez
zabezpieczania transakcji, o około 1,4 mld zł, a teraz gdy ceny kruszcu
jeszcze skoczyły do góry, szacunki te zrewidowaliśmy i na dzień dzisiejszy
>>straty
Warto zwrócić uwagę na ten nacisk na "poprzedni zarząd" oraz kalkulację
kosztów zabezpieczenia. Niestety takie wypowiedzi dowodzą, że na czele
spółki mamy kolejną osobę, która nie ma zielonego pojęcia, na czym polega
zabezpieczenia się przez zmianami cen produkcji. Znamienne, że prezes
pozwala sobie na takie wypowiedzi dla agencji informacyjnej nie zdając
sobie nawet sprawy, że naraża się na śmieszność. Rodzi się pytanie, czy
właściciel KGH musi godzić się na taki zarząd? Wiadomo, że akcjonariat
kombinatu jest specyficzny. Rynek mimo wszystko daje jasne sygnały, że nie
ceni zbyt wysoko zdolności menadżerskich członków władz spółki utrzymując
jej wycenę relatywnie niżej od konkurencji.
Podejście prezesa do kwestii ryzyka jest zadziwiające. Kolejne jego zdanie
może tylko niepokoić: "... jesteśmy w przededniu podjęcia decyzji odnośnie
zabezpieczenia cen na przyszły rok. Mamy świadomość, że ceny miedzi idą w
górę i to być może najbardziej odpowiedni moment do podjęcia tych
decyzji". Można się zastanawiać, czy z połączeniu z utyskiwaniem na
hedging, zarząd nie zdecyduje się na redukcję skali zabezpieczenia
produkcji. Byłby to kolejny krok podnoszący ryzyko inwestycji w KGH, a
zatem i sam indeks WIG20, którego spółka ta jest liderem.
Nie należy także zapominać, że oceny działalności operacyjnej kombinatu
nadal nie są najlepsze. Tu mamy znacznie mniej optymizmu niż w przypadku
zarządu. Zdaniem większości analityków obecnie wysoka cena za akcję KGH ma
uzasadnienie tylko wówczas, gdy cen miedzi będzie się utrzymywać na
rekordowych poziomach w dłuższym okresie. Uważa się, że w przypadku
spadku ceny miedzi przecena KGHM mogłaby być szybka i gwałtowna, bo spółka
może mieć problem z ograniczeniem w krótkim czasie kosztów. Znany jest
przecież problem silnych związków zawodowych, które mają za sobą skuteczne
działania hamujące realizację mało korzystnych dla pracowników decyzji
zarządu, lub wymuszania decyzji dla nich korzystnych.
Innym rynkiem równie dla nas ważnym jest rynek ropy. Tu wpływ na poziom
notowań jest dwojaki. Z jednej strony wzrost jej ceny podbija kursy PKN,
MOL czy LTS, ale z drugiej drażni całą gospodarkę. W tym tygodniu
zanotowano kolejne rekordy na rynku ropy, a wypowiedzi analityków są
alarmujące. Można się zastanawiać, na ile w tym emocji i spekulacji. Mimo
tych rekordów cały czas ceny realne znajdują się dużo pod szczytami
wyznaczonymi w czasie kryzysu w roku 1979. Także i dziś sprawa Iranu jest
najważniejszą. Uspokojenie na tym polu prawdopodobnie wpłynęłoby na
znaczny spadek ceny ropy. Na razie jednak głowy są gorące, a analitycy
mówią o poziomach 150 dolarów na baryłkę ropy (gdyby doszło do konfliktu w
Iranie).
Rynek surowcowy zasłania inne czynniki wpływające na poziom cen. W tym
tygodniu pojawiły się dość dobre dane o dynamice produkcji przemysłowej w
Polsce. Wyniosła ona o 16,4% i przekroczyła średnią rynkowych prognoz.
Sama poprawa nie była zaskoczeniem. Gdy połączymy to z danymi o
wynagrodzeniach i zatrudnieniu w marcu (pojawiły się we wtorek) to mamy
bardzo małe szanse na to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na
obniżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu (25-26 kwietnia). Za obecnie sekwencji podwyżek
stóp procentowych może zacząć w coraz większym stopniu wpływać na decyzję
podejmowane przez kapitał globalny, a tym samym może wpłynąć na polski
rynek walutowy i długu. Opublikowany ostatnio protokół z posiedzenia
komitetu otwartego rynku (FOMC) sygnalizuje, że wśród jego członków
zaczyna dochodzić do głosu opinia, że dalsze podwyżki stóp nie będą
konieczne, gdyż napięcia inflacyjne są pod kontrolą, a istnieje ryzyko
zapaści na rynku nieruchomości, czy spowolnienia aktywności gospodarczej.
Rynek odebrał to jako możliwość zatrzymania podwyżek na najbliższym
posiedzeniu FOMC, gdzie stopy miałyby podniesione do poziomu 5%.
Na koniec muszę wyrazić swoje zdziwienie panującymi na rynku nastrojami.
Giełda swego czasu utworzyła wskaźnik nastrojów zwany Wigometrem. Jego
wartość wyznacza się na bazie ocen analityków i zarządzających co do
tygodniowej zmiany indeksu WIG20. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że na
rynku mamy hossę. Trwa ona już dość długo i na razie nie było poważnych
sygnałów jej zakończenia, a tym bardziej rozpoczęcia spadków. Wydawać by
się mogło, że wzrost w takim wypadku jest kierunkiem domyślnym. Tymczasem
czytam, że "56 proc. respondentów oczekuje w przyszłym tygodniu spadku
indeksu WIG 20, a jego wzrostu spodziewa się 26 proc. [...] Wartość
wskaźnika Wigometr na koniec bieżącego tygodnia wynosi minus 30 pkt, co
oznacza wzrost wskaźnika o 3 pkt w stosunku do ubiegłego tygodnia."
Wychodzi na to, że nowe rekordy nie są wystarczająco przekonujące i
ankietowani wietrzą spadek cen. Nie jest to sytuacja odosobniona. Okazuje
się, że w ostatnich ponad 40 tygodniach jedynie 4 razy przeważała grupa
liczących na wzrost wartości indeksu, z czego tylko trzy razy Wigometr
miał wartość wyższą od 10 pkt. Tylko raz z tych czterech dodatnich wskazań
WIG20 faktycznie wzrósł, co patrząc na wykres jest zadziwiające. W
pozostałych 40 tygodniach przeważali pesymiści, co oczywiście zwykle
mijało się z rzeczywistością. To pokazuje, jak trudno przychodzi
realizacja niby prostej zasady gry z trendem. Zawsze w analizie pojawiają
się wątpliwości, ale skoro trend jest ustalony, to ostatecznie należy się
go trzymać. Niby proste, a jak widać nawet wytypowanym fachowcom
przychodzi to z trudem. Ja mimo wszystko pozostanę przy tezie, że póki nie
ma przełamanych wsparć kierunkiem domyślnym jest wzrost cen, a więc
oczekuje nowych rekordów w kolejnym tygodniu notowań. Kiedyś się ta hossa
skończy - może nawet wkrótce, ale jak widać na przykładzie Wigometru,
łapanie szczytów i walka z trendem nie jest zajęciem opłacalnym.
Wykres_1.gif Wykres_2.gif
Kamil Jaros
Globalna roczna produkcja srebra od lat waha się w przedziale od 800 do 900 milionów uncji – czasami nieco więce...
Bezpieczeństwo żywnościowe, technologie jutra i kierunki dla handlu. Branża spożywcza i rynek z konsumentami w c...
- Nie zakładamy już stabilizacji długu w średnim terminie, przy braku dodatkowych działań konsolidacyjnych. Prog...
Cele polityki energetycznej nakreślone są na wiele lat w przód, ale ich realizacja trwa już od długiego czasu. Z...
– Naszym celem jest większa kontrola i lepsza ochrona graczy – mówi Jari Vähänen, przewodniczący Fińskiego Stowa...
Udało nam się zmienić domenę .pl z jednej z najniebezpieczniejszych, w których jest najwięcej stron scamowych, w...