Mapa wartości jest narzędziem stosunkowo nowym. Niemniej jednak najlepsi z najlepszych CEO na świecie mają jakiś chyba wewnętrzny kompas, który prowadzi ich według tej mapy. Jorma Ollila, legendarny szef Nokii, a już wkrótce szef Shella, obejmując fotel prezesa Nokii w 1992 roku, wiedział dokładnie, którym elementem mapy wartości musi się zająć natychmiast. Firma była na skraju bankructwa, a marża operacyjna w wielu liniach biznesowych była po prostu za niska. Poprawa tej marży była jego celem numer jeden. W momencie gdy marżę doprowadził do akceptowalnego poziomu, zajął się następnym elementem mapy - wzrostem przychodów, koncentrując się na rynku, gdzie ten wzrost był najłatwiejszy do osiągnięcia - rynku telefonii komórkowej. W kolejnym etapie zajął się podnoszeniem efektywności kapitału poprzez pozbywanie się linii biznesowych nie przynoszących odpowiedniego zwrotu. Cały czas doceniał wagę czwartego elementu mapy wartości - zarządzania oczekiwaniami inwestorów, otrzymując niejednokrotnie nagrody za największą przejrzystość komunikacji z rynkami.
Jak szefowie polskich firm mogą korzystać z mapy wartości? Wielu z nich umieściło mapę wartości na głównej ścianie swojego gabinetu, aby przy podejmowaniu ważnych decyzji przypominała im o celu - wystarczy spojrzeć na mapę i sprawdzić, czy i w jaki sposób przedsięwzięcie, które mamy uruchomić, wpłynie na wzrost wartości firmy. A może przy okazji okaże się, że inne działanie strategiczne, które znajduje się obok na mapie, wymaga ich atencji? Spoglądając na zagadnienia operacyjne może warto zlecić przegląd obszaru, który nie daje nam spać po nocach.
Patrząc na mapę szef polskiej firmy rzeczywiście może czuć się jak kapitan, mający ten dość skomplikowany statek pod kontrolą. Cel jest znany, mapa zorientowana. Można więc zająć się najważniejszymi sprawami: przywództwem, motywowaniem ludzi. Bo jak powiedział Jack Welch: kto przewodzi, nie musi zarządzać (i wtedy ma czas na grę w golfa...).
Partner zarządzający Działem
Konsultingu Deloitte