To precedensowa transakcja, bo znany z agresywnych inwestycji fundusz jeszcze nie kupował papierów firm, w których największym udziałowcem jest państwo. Amerykańska firma przejmie 191,7 mln akcji DT od niemieckiego państwowego banku rozwoju KfW. Po transakcji do KfW wciąż będzie należeć 17,3 proc. papierów największej firmy telekomunikacyjnej w Europie. Bank razem z rządem będzie mieć prawie 33 proc. papierów Deutsche Telekomu.
Jeszcze rok temu niemieccy politycy określali krótkoterminowych inwestorów - a do takich zaliczają się fundusze private equity - mianem szarańczy, która sięga po niemieckie aktywa jedynie po to, by osiągnąć szybkie zyski i wycofać się z inwestycji. Teraz ton jest zupełnie inny. - Debata o szarańczy była debatą polityczną, w której ministerstwo nie brało udziału. Ponadto, dotyczyła ona funduszy hedgingowych, a nie grup private equity. Nie widzimy problemu w sprzedaży akcji DT - przekonywał wczoraj Stefan Olbermann, rzecznik niemieckiego ministerstwa finansów. Blackstone Group zobowiązał się do niesprzedawania akcji telekomu przez najbliższy rok.
Zdaniem analityków, pojawienie się wśród inwestorów DT amerykańskiego funduszu, który ostatnio zasłynął w Europie, gdy razem z czterema innymi podmiotami przejął kontrolę nad duńskim telekomem TDC, jest dobrą wiadomością. - Nie byłoby łatwo sprzedać takiego pakietu akcji na rynku, zważywszy na nie najlepszą koniunkturę w sektorze - oceniali wczoraj.
Z doniesień agencyjnych wynika, że Blackstone chce wprowadzić swojego przedstawiciela do rady nadzorczej DT i wpływając na działania firmy, budować wartość dla akcjonariuszy. Dlatego już wczoraj akcje telekomunikacyjnego giganta, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy wypadały najgorzej spośród spółek ze wskaźnika DAX, drożały o przeszło 3 proc. Musi ona zrekompensować im m.in. koszty kredytu, którym z reguły posiłkują się przy transakcjach.
Bloomberg, Reuters