Wczoraj kurs forinta do euro wzrósł o 0,6 proc., a indeks budapeszteńskiej giełdy podniósł się o 1 proc.
Rząd premiera Ferenca Gyurcsanya obiecuje "Nowe Węgry" - wykorzystanie środków unijnych na budowę dróg, szkół i szpitali, a także bardziej wydajne ściąganie podatków i tańsze państwo. Wszystko to, aby zatrzymać stale rosnący deficyt budżetowy, który już w marcu tego roku przekroczył połowę planowanego na cały 2006 r. Gabinet jest pod silną presją swoich obietnic wyborczych. - Rynek odetchnął z ulgą po wygranej socjalistów - twierdzi Michał Dybuła, ekonomista strategiczny BNP Paribas. - Inwestorzy obawiali się kroków Fideszu, który chciał renacjonalizacji gospodarki. Trwałość zmian zależy jednak nie od zapowiedzi reform, ale konkretnych posunięć "starego-nowego" rządu - podkreśla.
Analitycy zgodnie określają sytuację jako złą. Gyurcsany zapowiada utrzymanie deficytu w tym roku w granicach 4,7 proc., podczas gdy ekonomiści oczekują od 6,7 do nawet 9 proc. PKB. - Ograniczenie deficytu budżetowego w krótkim terminie jest mało realne - twierdzi Michał Dybuła. - Dlatego inwestorzy zostaną szybko sprowadzeni na ziemię. Podobnego zdania jest Zoltan Torok, analityk węgierskiego oddziału banku Raiffeisen: - Rząd zmierza w dobrym kierunku, ale nie będzie wystarczająco silny i potrzebuje czasu.
Radosław Bodys, ekonomista Merrill Lynch, twierdzi, że same wyniki wyborów niczego jeszcze nie przesądzają. - Wszystko zależeć będzie od konkretnych reform - twierdzi. - Obecnie jednak rząd znajduje się między młotem a kowadłem. Gyurcsany musi przedstawić plany naprawy finansów publicznych na tyle realne i skuteczne, aby nie pogorszyć oceny Węgier przez firmy ratingowe, i na tyle mało radykalne, by nie stracić poparcia przed jesiennymi wyborami samorządowymi - uważa Bodys. Dlatego, jak twierdzi ekonomista ML, węgierski rząd nie zaprezentuje nic specjalnie drastycznego ani konkretnego, po prostu rozwiązanie środka. Wszyscy rozmówcy PARKIETU stwierdzili zgodnie, że reakcje rynku są chwilowe i należy poczekać na konkrety, które przedstawi "nowy-stary" rząd.
Wczoraj węgierski bank centralny utrzymał bazową stopę procentową na niezmienionym od 7 miesięcy poziomie 6 proc. Decyzja zapadła pomimo spadającego kursu forinta i inflacji, która w marcu osiągnęła najniższy poziom od 31 lat. - Stopy są na odpowiednim poziomie - uzasadniał szef banku Zsigmond Jarai. - Efekt inflacyjny wzmocnią rosnące ceny ropy na rynkach światowych - przekonywał.