Notowania z ubiegłego tygodnia zakończyły się spadkiem cen. Cały dzień był na plusie, ale słabsza końcówka wystraszyła część inwestorów. W takich mało przyjemnych nastrojach rozpoczęliśmy i ten tydzień. Kontrakty zaczęły sesję od spadku o prawie 30 pkt. Co ciekawe, spadek ten miał miejsce mimo świadomości sporego piątkowego wzrostu cen miedzi. Czyżby ktoś na siłę chciał udowodnić, że surowce już się nie liczą? Sesja pokazała, że się liczą. Inna sprawa, czy jest to zachowanie racjonalne.
Tylko czy jest sens szukać racjonalności, gdy na rynku panuje hossa? To nie czas na wyważone i racjonalne analizy, bo szybko doszłoby się do przekonania, że najbardziej adekwatną pozycją jest krótka. Tylko co z tego wynikałoby dla portfela? Przykładem niech będzie przypadek uczestnika konkursu Parkietu o nicku MAGA. W hossie walka z trendem zwykle kończy boleśnie.
Z technicznego punktu widzenia (czyli zapominając o wszelkich innych aspektach poza ceną i obrotem) rynek zachowuje się tak, jak przystało na czas hossy - rośnie. To w tej chwili powinno być najważniejsze. Czy ma to uzasadnienie? Analiza techniczna nie szuka uzasadnienia dla ruchu cen. Zatem trzeba się z tym pogodzić. Skoro ceny rosną, to znaczy, że popyt ma przewagę. W hossie ta przewaga jest na tyle znacząca, że przerywające wzrost korekty nie są zbyt głębokie, szybko się kończą i dochodzi do zaliczania kolejnych rekordów. Obecnie nie jest inaczej, co widać wyraźnie na wykresach. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak przyglądać się zmianom cen i ewentualne podnosić poziomy, których przebicie od góry nosiłoby za sobą wygenerowanie sygnałów sprzedaży. W tej chwili pierwszym poważniejszym takim poziomem jest dopiero kanał, z którego niedawno udało się cenom wybić.