Koniec ubiegłego tygodnia przyniósł kolejne rekordy na rynku naftowym. W Nowym Jorku cena ropy osiągnęła 75,35 USD za baryłkę, a w Londynie gatunek Brent kosztował w końcu sesji piątkowej 74,57 USD. Notowania spadły jednak w pierwszej połowie bieżącego tygodnia.

Tendencję zwyżkową podsycały obawy przed zaostrzeniem konfliktu z Iranem na tle forsowanego przez ten kraj programu atomowego. Ewentualne sankcje lub interwencja zbrojna mogłyby bowiem zahamować dostawy irańskiej ropy. Z niepokojem obserwowano też ataki na urządzenia naftowe w Nigerii.

Obawy o podaż ropy, zwłaszcza na największym na świecie rynku USA, potęgowało coraz większe zapotrzebowanie na benzynę przed bliskim już początkiem letniego sezonu motoryzacyjnego. W tej sytuacji szczególny niepokój wywoływał trwający od dwóch miesięcy spadek jej amerykańskich rezerw.

Napięcie na rynku naftowym złagodziły wypowiedzi przedstawicieli OPEC, którzy zapewnili, że ugrupowanie to dostarcza tyle ropy, ile zamawiają odbiorcy. Głos zabrał też prezydent USA George W. Bush. Nie wykluczył, że rząd będzie kierować mniejsze ilości ropy do strategicznych rezerw, oraz poinformował o zniesieniu ostrych wymogów dotyczących jakości benzyny, co przyczyniło się do zwiększenia jej produkcji.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w czerwcu płacono wczoraj po południu 72,49 USD w porównaniu z 73,21 USD w końcu sesji wtorkowej i 73,73 USD w poprzednią środę.