Reklama

Czy Fed pomoże akcjom?

Możliwe, że nadchodzi koniec podwyżek stóp procentowych w USA. Nie musi to jednak automatycznie oznaczać nowej fali hossy na giełdach. To zależeć będzie od tego, jakie czynniki skłonią Fed do wstrzymania się z podwyższaniem kosztów pieniądza.

Publikacja: 29.04.2006 09:08

Jednym z najważniejszych wydarzeń minionego tygodnia na światowych rynkach była wypowiedź szefa Fedu Bena Bernanke?a, że amerykański bank centralny może wstrzymać się z podwyżkami stóp procentowych w celu uzyskania pełniejszej wiedzy o stanie gospodarki. Jednocześnie Bernanke zastrzegł, że przerwa w podwyżkach nie będzie oznaczać jeszcze definitywnego ich końca. Analitycy spodziewają się, że w maju Fed jeszcze raz podniesie stopy, a już w czerwcu wstrzyma się z dalszym zaostrzaniem polityki pieniężnej.

Dolar już spada, rentowność jeszcze nie

Zaprzestanie podwyżek stóp w USA może oznaczać zupełnie nową sytuację na rynkach finansowych. Już teraz na wartości wyraźnie traci dolar. W minionym tygodniu kurs EUR/USD przekroczył 1,25 USD - pierwszy raz od blisko ośmiu miesięcy. Ruch kursu euro w górę jest już na tyle duży i długotrwały, że można przyjąć, że trend spadkowy europejskiej waluty względem dolara z ubiegłego roku należy do przeszłości.

Dla rynku akcji ważniejsze jest jednak to, co dzieje się z rentownością obligacji. Ta na razie wciąż znajduje się w trendzie wzrostowym, ale w obliczu nadchodzącego przełomu w polityce Fedu dni tego trendu są zapewne policzone. Co działo się w przeszłości z notowaniami amerykańskich akcji w momencie, gdy kończył się trend wzrostowy rentowności obligacji (a mówiąc inaczej - gdy ceny obligacji zaczynały rosnąć)?

Wbrew pozorom inwestorzy nie traktowali spadku atrakcyjności obligacji jako sygnału do zakupu akcji (mierzonej rentownością). Na podstawie notowań z ostatnich trzech latach trudno znaleźć związek między średnioterminowymi szczytami rentowności obligacji a podobnymi punktami zwrotnymi na wykresie indeksu S&P 500.

Reklama
Reklama

Koniec podwyżek stóp sam w sobie niekoniecznie jest dobrą wiadomością dla inwestorów. Wiele zależeć będzie od tego, jakie dane gospodarcze skłonią Fed do wstrzymania się z podwyżkami. Jeżeli gospodarka będzie w stanie utrzymać wzrost przy stabilnej inflacji, wówczas rynek akcji powinien skorzystać na końcu podwyżek kosztów pieniądza. Gorzej, jeżeli okaże się, że Fed przestanie zaostrzać politykę pieniężną w wyniku pogorszenia koniunktury gospodarczej. Wtedy pesymistyczne doniesienia z gospodarki mogą okazać się znacznie ważniejsze dla rynku niż brak podwyżek stóp. Taki właśnie scenariusz realizowany był na początku bessy w 2000 r.

Na razie dane gospodarcze są na tyle niejednoznaczne, że ostatnia wypowiedź szefa Fedu nie jest zbyt zaskakująca. Inflacja bazowa utrzymuje się na stabilnym poziomie w zasadzie już od ponad pół roku - w skali roku wynosi niewiele ponad 2 proc. Z kolei roczne tempo wzrostu gospodarczego co prawda ostatnio przyspiesza, ale i tak jest na poziomie zbliżonym do tego sprzed roku - 3,6 proc.

Przełomu nie widać

W tej sytuacji nie widać też przełomu na rynku akcji. S&P 500 jest bardzo blisko szczytów hossy, ale w tym roku trend wzrostowy jest powolny i przerywany głębokimi korektami. Pokonanie kwietniowego szczytu (1311 pkt) nie powinno sprawić indeksowi większego problemu, ale trudno będzie odczytywać ten fakt jako silny sygnał kupna.

Ponieważ jednocześnie maleje zakres wahań S&P 500, to na jego wykresie kształtuje się średnioterminowy zwyżkujący klin. Jego górne ramię przebiega obecnie w okolicy 1320 pkt, zaś dolne w pobliżu 1300 pkt. Przebicie wsparcia może być pierwszym sygnałem ostrzegawczym przed odwróceniem trendu. Równocześnie wsparcie nie ma jednak tak dużego znaczenia, jak wspomniany opór na wysokości 1320 pkt. Jest tak dlatego, że górne ramię klina pokrywa się z linią wybiegającą ze szczytu ze stycznia 2004 r. To sprawia, że wspomniany opór ma dodatkowo długoterminowy wymiar.

Siła relatywna barometrem

Reklama
Reklama

W podobnym wolnym tempie w górę idzie indeks spółek technologicznych Nasdaq Composite. Jest to ważne o tyle, że sposób, w jaki wskaźnik ten zachowuje się względem S&P 500 można traktować jako barometr całego amerykańskiego rynku akcji. Chodzi konkretnie o siłę relatywną Nasdaqa względem S&P 500. W okresach silnej hossy na całym rynku Nasdaq rośnie zazwyczaj szybciej niż S&P 500, co w konsekwencji oznacza wzrost siły relatywnej. Z kolei w okresach silnej bessy jest odwrotnie - siła relatywna znajduje się w trendzie spadkowym.

Teraz wykres siły relatywnej znajduje się w średnioterminowym trendzie bocznym, który trwa prawie pół roku. Potwierdza to wcześniejsze wnioski - inwestorzy nie są przekonani co do kierunku, w którym podąży gospodarka. Warto przy tym zauważyć, że siła relatywna przez większość kwietnia bezskutecznie mierzyła się z długoterminowym oporem wynikającym z serii szczytów zanotowanych na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Barierę tę na wykresie siły relatywnej można zatem traktować jako miarę tego, w którym kierunku zaczyna podążać amerykański rynek akcji.

Jeżeli siła relatywna przebije opór, będzie to sygnał nowej fali hossy. Wydarzenie to będzie można interpretować jako wyraz przekonania inwestorów, że zbliżający się koniec cyklu zaostrzania polityki pieniężnej wynika z utrzymywania się zrównoważonego wzrostu gospodarczego, a nie z pogorszenia koniunktury.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama