Statystyka
przeciw wzrostowi
Przed nami maj - statystycznie rzecz ujmując, jeden z gorszych miesięcy dla akcji. Są cztery miesiące, w których średnia zmiana WIG20 jest ujemna. Oprócz września, marca i lipca, właśnie maj. W latach 1996-2005 indeks największych spółek tracił w maju przeciętnie 0,8 proc., przy czym największy wpływ na statystykę ma załamanie rynku w 1998 roku, kiedy indeks stracił 13,7 proc. Odrzucając tę wartość i skrajny wzrost (7,3 proc. w 2003 roku) otrzymujemy przeciętną zmianę indeksu na poziomie -0,2 proc. Można dodać do tego inną statystykę. Po 2003 roku dopiero po raz czwarty zdarzyło się, żeby WIG20 zyskał w jednym miesiącu ponad 10 proc. Po zwyżce o 10,8 proc. w lipcu 2003 roku mieliśmy wzrost indeksu o 18,1 proc. w kolejnym miesiącu, po czym przeżyliśmy dość istotne załamanie (-9,8 proc. we wrześniu 2003 roku). W marcu i październiku 2005 roku, a więc w miesiącach następujących po przynajmniej 10-proc. zwyżce WIG20 mieliśmy spadki indeksu odpowiednio o 4,5 proc. i 7,1 proc. Zatem w trzech na cztery przypadki, kiedy indeks największych spółek zyskiwał na wartości przynajmniej 10-proc., w kolejnym miesiącu mieliśmy istotny spadek WIG20. Tak znaczna zwyżka notowań nie tylko jest zatem oznaką siły trendu, ale także zachętą do realizacji zysków. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że kolejne sesje przyniosą pogłębienie spadków.
Jednocześnie niewiele w tej chwili wskazuje, żebyśmy mieli już teraz zakończyć hossę. WIG20 wciąż znajduje się bardzo blisko historycznego szczytu. Rzadko zdarza się, żeby pojedyncza sesja przesądzała o zakończeniu istotnego trendu. Z reguły to dłuższy proces liczony raczej w tygodniach i miesiącach. Choć zatem czwartkowe osłabienie rynku było bolesne, to jednak po korekcie mamy wszelkie szanse, żeby zanotować kolejne rekordy indeksu dużych spółek.
Rentowność