Niespełna tydzień trwał spadek cen ropy naftowej po osiągnięciu rekordowego poziomu 21 kwietnia. Zniżce notowań sprzyjały nadzieje, że zwiększone wykorzystanie mocy produkcyjnych przez amerykańskie rafinerie pozwoli zgromadzić odpowiednie zapasy benzyny przed bliskim już sezonem motoryzacyjnym w USA.
Jednak w miniony piątek na pierwszy plan wysunął się znów spór dotyczący irańskiego programu atomowego i ropa zdrożała stopniowo o około 4 USD na baryłce. W Londynie jej cena wzrosła przejściowo do nowego, najwyższego w historii poziomu 74,97 USD, a w Nowym Jorku osiągnęła 74,99 USD - zaledwie 0,18 USD poniżej dotychczasowego rekordu.
USA, Wielka Brytania i Francja postanowiły złożyć wniosek o podjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji wzywającej Iran do rezygnacji z programu nuklearnego. W grę wchodziłyby także sankcje. Kroki takie grożą zaostrzeniem konfliktu i ograniczeniem dostaw irańskiej ropy. Tymczasem pojawił się dodatkowy problem. Otóż prezydent Boliwii Evo Morales, którego rząd przejął we wtorek kontrolę nad złożami ropy, drugimi co do wielkości w Ameryce Południowej, dał zagranicznym firmom wydobywczym trzy miesiące na zawarcie nowych kontraktów.
Zwyżkę notowań zahamował wczoraj dalszy wzrost w zeszłym tygodniu zapasów ropy i benzyny w USA. W Londynie gatunek Brent z dostawą w czerwcu kosztował wczoraj po południu 73,90 USD za baryłkę, w porównaniu z 74,64 USD w końcu sesji wtorkowej i 72,09 USD w poprzednią środę.