Ten etap hossy przebiega na warszawskiej giełdzie zgodnie z książkowymi schematami. To może sprawiać wrażenie, jakoby działanie na rynku było sprawą prostą, co w połączeniu z podwyższoną zmiennością może być dość bolesne. Ale póki trend jest niezmienny i w miarę jednostajny, wszystko wydaje się pod kontrolą.
Jak wygląda ów książkowy schemat? Po wybiciu z konsolidacji mieliśmy ruch w górę równy mniej więcej wysokości trendu bocznego. Kiedy formacja została zrealizowana, pojawiła się gwałtowna, ale krótka korekta. Formalnie wczorajsza zwyżka jej nie kończy, bo na wykresie kontynuacyjnym nie został przekroczony zeszłotygodniowy szczyt, ale wszystko wskazuje na to, że rozwój wydarzeń będzie zgodny z oczekiwaniami posiadaczy długich pozycji. Po zakończeniu korekty można spodziewać się, że notowania czerwcowych kontraktów osiągną 3450 pkt. Wynika to z zasady ruchu mierzonego: zwyżkę, która miała miejsce bezpośrednio przed styczniowo--kwietniową konsolidacją (około 700 punktów) odmierzyłbym w górę od dołka z 14 marca. W ten sposób otrzymamy właśnie 3450 pkt, jako docelowy zasięg ruchu w tej fali wzrostowej.
Proszę jednocześnie nie traktować tej prognozy jako próby wyznaczenia szczytu. Nie uważam, żeby próba złapania wierzchołka, żeby zamknąć pozycję dokładnie na nim (lub co gorsza otworzenia w tym momencie pozycji krótkiej) miała większy sens. Jeśli jako sukces zdefiniujemy sobie zdarzenie "zamknięcie pozycji na szczycie" to prawdopodobieństwo jego osiągnięcia będzie niewielkie. Dodatkowo, zawieszając poprzeczkę tak wysoko nie będziemy zapewne odczuwać zadowolenia, kiedy wyjdziemy z rynku gdzieś w rozsądnych okolicach szczytu, nawet jeśli zrealizujemy pokaźny zysk.