Piątkowe wybicie S&P 500 z formacji kanału zwyżkującego pozwala z większym optymizmem spojrzeć na przyszłość amerykańskiego rynku akcji. Przynajmniej do czasu aż notowania nie spadną poniżej pokonanej bariery, co anulowałoby ten pozytywny sygnał. Jednocześnie trudno wskazać elementy, które zapowiadałyby zmianę dynamiki zdarzeń na giełdzie w USA. Kursy przez ostatnie miesiące idą w górę w dość ślamazarnym tempie. Roczna zmiana S&P 500 przekracza 14 proc., a w ostatnich 2 latach nie była ani razu wyższa niż 17 proc. Zakładając, że tym razem też ta granica nie zostanie pokonana, widzimy iż na przyspieszenie wzrostu nie bardzo są szanse.
W najbliższym czasie powinniśmy być świadkami ruchu powrotnego do górnej granicy kanału wzrostowego, znajdującej się nieco poniżej 1320 pkt. Zachowanie S&P 500 na tym poziomie stanie się potwierdze-
niem wniosków, jakie można wysnuwać w oparciu o tę formację. Jej wysokość pozwala oczekiwać na ruch w okolice 1360 pkt.
Uwagę zwracał wczoraj mocny spadek austriackiego ATX-a. To indeks, z którym dość mocno skorelowane są notowania na giełdach w naszym regionie. Dzieje się dlatego, że na wyniki austriackich spółek w dużej części wpływ ma działalność w Czechach, na Węgrzech, czy w Polsce. Stąd traktowane są niejako substytut akcji notowanych w tych krajach. Oczywiście jeden spadek nie wystarcza, aby obwieścić odwrócenie głównej tendencji, ale bez wątpienia skłania do większej ostrożności. Przypomnijmy, że w poprzednich tygodniach trudne chwile przeżywała czeska giełda. Tamtejszy PX 50 jest teraz mniej więcej na tym samym poziomie co na początku roku. Niewykluczone, że inwestorzy zaczynają coraz większą uwagę przykładać do wycen spółek. A w przypadku czeskich firm są one niezbyt zachęcające. Wskaźnik C/Z jest najmniej atrakcyjny wśród giełd w regionie.