Michał Chmielewski: Jednym z ważniejszych problemów Groclinu jest ograniczona liczba dostawców i odbiorców, która powoduje, że spółka nie może teraz liczyć na wyższe marże. Macie po prostu słabą pozycję negocjacyjną...
Procesy globalizacyjne doprowadziły do sytuacji, w której na europejskim rynku motoryzacyjnym w zakresie wyposażenia wnętrz samochodowych dominują trzy światowe koncerny. Wszystkie teraz są naszymi klientami. To wynik dywersyfikacji zamówień. Jednak konsolidacja postępuje. Stąd rosnąca presja cenowa na dostawców takich jak my. Utrzymanie pozycji na rynku zleży bezpośrednio od tego, czy uda się nam ograniczyć koszty produkcji. Rzeczywiście, w przypadku niektórych projektów spółka nie ma możliwości swobodnego wyboru dostawców i negocjowania cen zakupu. Robi to ten koncern samochodowy, który ostatecznie kupuje wyroby. Są jednak zalety takiego rozwiązania. Końcowy klient ma niewspółmiernie silniejszą pozycję w negocjacjach. Ponadto w przypadku nadzwyczajnych okoliczności (jak zwyżka cen surowca spowodowana wybuchem epidemii choroby wściekłych krów) rekompensuje dostawcom nieprzewidziane wcześniej koszty. Obniża to ryzyko naszej działalności.
Jednak to wciąż niezbyt komfortowa sytuacja, tym bardziej że cała branża motoryzacyjna przechodzi kryzys.
W mojej ocenie, trudności, które przeżywa globalnie branża motoryzacyjna, mogą otworzyć nowe szanse przed naszą spółką. Polityka redukcji kosztów, outsourcing produkcji i usług oraz restrukturyzacja zatrudnienia u naszych kluczowych klientów dają perspektywy nowych zamówień zewnętrznym firmom, specjalizującym się w wąskim segmencie produkcji. Takim jak Groclin. Pod warunkiem że sprostają rosnącej presji na ciągłe obniżanie marży.
Jakie kroki zamierzacie podjąć, by zapobiec obniżaniu rentowności?