Jak trudnym zadaniem jest dla bankiera centralnego prawidłowe wysyłanie sygnałów dotyczących przyszłych decyzji w polityce pieniężnej, przekonał się nawet ostatnio nowy szef Fedu, Ben Bernanke. Jego pierwsze wystąpienie przed Komitetem Ekonomicznym Kongresu zostało zinterpretowane jako możliwość wstrzymania podwyżek stóp procentowych w niedalekiej przyszłości, co wywołało spadek rentowności obligacji. Kilka dni później Bernanke musiał tę sytuację "odkręcać" i na pytanie dziennikarki "czy został dobrze zrozumiany?", odpowiedział jednym słowem - "nie". Oczywiście, rentowność obligacji ponownie wzrosła. Szef Fedu niepotrzebnie wywołał na rynku zwiększoną zmienność, ale sam zapewne czegoś się nauczył.
Jak widać, bankierzy centralni muszą szczególnie uważać na wypowiadane słowa, gdyż mogą one wywołać niekoniecznie pożądaną reakcję. Z tego punktu widzenia ostatnie wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej postrzegam pozytywnie. Większość jej członków (nawet ci opowiadający się zwykle za bardziej odważnymi obniżkami stóp procentowych) powiedziała - niemalże wprost - przed kwietniowym posiedzeniem, że stopy procentowe są na poziomie adekwatnym, biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą. Gdyby bowiem wnioskować o kolejnych ruchach stóp procentowych na podstawie oficjalnych komunikatów Rady publikowanych po posiedzeniach, mógłby być pewien problem. W szczególności, w informacji kwietniowej wymieniono szereg danych i informacji, które pokazały, że o ile bieżąca inflacja pozostaje bardzo niska i presja nie jest znacząca, to zanotowano równocześnie mocne przyspieszenie wzrostu gospodarczego, jak również silne ożywienie na rynku pracy i wzrostowe tendencje w cenach surowców. Z jednej strony, "stosunkowo długie utrzymywanie się inflacji oraz inflacji bazowej poniżej wcześniej prognozowanego poziomu może świadczyć o tym, że oddziaływanie czynników, które mogą spowolnić założone w projekcji tempo powrotu inflacji do celu, jest silniejsze niż wcześniej przypuszczano". A z drugiej, "czynnikami mogącymi przyspieszyć powrót inflacji do celu mogłyby okazać się wyższe niż założone w projekcji tempo wzrostu płac, jeśli nie towarzyszyłby mu dostatecznie szybki wzrost wydajności, dalszy wzrost cen ropy naftowej oraz pogorszenie się sytuacji w finansach publicznych w stosunku do założonej w Programie Konwergencji."
Niestey, jak zwykle ostatnimi czasy, zabrakło efektu netto wszystkich czynników ryzyka (czyli nieodżałowanego, moim zdaniem, nastawienia w polityce pieniężnej), który pomógłby ocenić prawdopodobieństwo kolejnych ruchów Rady. Na konferencji prasowej usłyszeliśmy tylko z ust prezesa Leszka Balcerowicza, że "Rada powiedziała tyle, co chciała powiedzieć na bieżącym posiedzeniu".
Dla mnie oznacza to, niestety, że za mało chciała powiedzieć. Brak syntetycznej oceny wynika zapewne z różnicy poglądów odnośnie do tego, jak poszczególne czynniki działają na inflację, co zostało również potwierdzone na konferencji. Zresztą, brak ujednoliconego poglądu w Radzie jest zaletą, a nie wadą. Dzięki temu, że poglądy są zróżnicowane, a decyzja podejmowana kolegialnie, istnieje mniejsze ryzyko popełnienia błędu w polityce pieniężnej. Biorąc pod uwagę głosowania Rady w ciągu ostatnich kilku kwartałów, wydaje się, że gdyby decyzja podejmowana była jednostronnie przez prezesa banku centralnego, to stopy procentowe byłyby w Polsce zapewne (niepotrzebnie) wyższe.
Różnice w poglądach Rady były szczególnie wyraziste na kwietniowej konferencji. Ze względu na publikację nowej projekcji inflacji, która była ważnym argumentem w dyskusji.