Pierwsze sesje tego tygodnia wskazywa³y na rozerwanie ścisłego związku reszty blue-chips z KGHM. Wczoraj był znów wyraźnie widoczny. To każe w dalszym ciągu przypisywać kluczowe znaczenie z punktu widzenia rozwoju sytuacji na naszym rynku notowaniom cen miedzi. Te coraz wyraźniej przybierają kształt hiperboli, co czyni je mocno nieprzewidywalnymi. Wczoraj w niewielkim stopniu zaszkodziły im negatywnie odebrane przez rynki akcji i walut dane dotyczące kwietniowej sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych. To sugeruje, że mimo długoterminowych fundamentalnych

przesłanek do wzrostu cen surowców w krótkim terminie tym rynkiem zaczęły rządzić głównie emocje.

W takiej sytuacji ze stwierdzenia, że brakuje obecnie czynników sugerujących zakończenie hossy, niewiele wynika. Sytuacja może odwrócić się w zasadzie w dowolnym momencie. Jednocześnie można zastanowić się nad zasadnością dołączania do trendu podczas lokalnych korekt. Z tego punktu widzenia warto odnotować, że jesteśmy w dziewiątym kolejnym tygodniu zwyżki. Do tej pory dłuższe serie wzrostu nie zdarzały się. Natomiast przy decyzjach długoterminowych trzeba wziąć pod uwagę, że roczna zmiana przekroczyła w tym tygodniu 80 proc. Wczoraj była już jedynie o mniej niż 10 pkt proc. niższa od szczytowego poziomu z marca 2000 r. Do rekordu z 1996 r. brakuje jeszcze 20 pkt proc. Wydaje się, że ze względu na to, że rynek od dawna jest w hossie, bardziej uzasadnione jest odnoszenie się do sytuacji sprzed 6 lat niż sprzed dekady, gdy wychodził z głębokiej bessy.

W ostatnich czterech tygodniach zauważalny jest spadek szerokości rynku. Wskaźnik A/D Line pozostaje w tym czasie w trendzie bocznym. To również potwierdza decydujące znaczenie akcji KGHM w kreowaniu sytuacji na parkiecie. Inwestorzy, którzy obawiają się już kupować walory miedziowego kombinatu, wybierają spółki, które mniej zyskały w ostatnim czasie, bo wydają się przez to atrakcyjne. Wczoraj przykładem była mocno drożejąca TP. Jednocześnie kursy części spółek (np. Pekao) zaczynają podlegać dużym wahaniom.