Maj nastraja optymistycznie. I to nie tylko z powodu ładnej pogody, ale przede wszystkim za sprawą dobrych wieści płynących z gospodarki. Wzrost gospodarczy przyspiesza, produkcja i konsumpcja rosną, przedsiębiorstwa coraz odważniej inwestują, poprawia się sytuacja na rynku pracy. Tak się złożyło, że wysyp dobrych wiadomości ma miejsce w czasie, w którym przypada druga rocznica naszego wejścia do Unii Europejskiej. Pojawia się więc naturalne pytanie, na ile te dwa fakty są ze sobą związane? Czy nasza obecność w UE znajduje już widoczne odzwierciedlenie w wynikach gospodarki?
W mojej opinii, przynależność naszego kraju do Unii ma większy wpływ na obecną sytuację gospodarczą niż to się powszechnie uważa. Poniżej postaram się zwrócić uwagę na aspekty naszego cz?onkostwa, które nie są często dostrzegane (bo o pozytywnym wpływie funduszy unijnych napisano już wszystko!).
Po pierwsze, trudny do przecenienia wpływ na obecną sytuację polskiej gospodarki miał długi proces przygotowań do akcesji. To właśnie przed 1 maja 2004 r. dokonało się najwięcej. Wtedy przeprowadzono proces dostosowania polskiego prawa do przepisów europejskich - w efekcie uporządkowano wiele dziedzin życia, w tym wiele ważnych obszarów gospodarki. Jednym z ważniejszych efektów zmian legislacyjnych było zrównanie szans rozwojowych polskich przedsiębiorstw z ich unijnymi konkurentami. Ale korzyści przedakcesyjne to przede wszystkim to, co działo się w tym czasie w samych przedsiębiorstwach. Mówiąc w skrócie, polskie firmy zostały zmuszone do podjęcia wielu różnorodnych działań, bez których niemożliwe byłoby ich funkcjonowanie w ramach wspólnego rynku. Przygotowania przedsiębiorstw do akcesji obejmowały sprawy formalne (konieczność spełnienia określonych norm unijnych) oraz działania restrukturyzacyjne, mające na celu poprawę konkurencyjności i sprostanie rosnącej presji ze strony firm unijnych (zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych). Przed akcesją głośno było o dostosowaniach w branży mięsnej, mleczarskiej - to jednak tylko spektakularne przykłady. Podobne procesy dostosowawcze na dużą skalę zostały przeprowadzone we wszystkich branżach polskiej gospodarki, czego pozytywnym "efektem ubocznym" jest poprawa konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. To w dużej mierze dzięki przygotowaniom przedakcesyjnym możliwy by? w ostatnich latach tak dynamiczny wzrost polskiego eksportu i jego utrzymanie nawet w warunkach aprecjacji złotego. A to właśnie eksport był w ostatnim czasie najważniejszym motorem wzrostu polskiej gospodarki, który łagodzi? skutki słabego popytu krajowego.
Po drugie, nasza obecność w Unii stała się swoistym buforem, który coraz lepiej oddziela polską gospodarkę od sfery politycznej. Członkostwo Polski w Unii daje bowiem gwarancję, że określone obszary gospodarki będą funkcjonowały w sposób przewidywalny - zgodnie z regułami obowiązującymi w Unii. Innymi słowy, przedsiębiorcy mogą mieć pewność, że politycy nie będą w stanie zepsuć tego, co działa na zasadach unijnych. Ten aspekt naszego członkostwa ma bardzo duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych przez inwestorów krajowych oraz zagranicznych. Z jednej strony są oni bombardowani informacjami na temat nowych, kuriozalnych pomysłów z zakresu polityki gospodarczej, ale z drugiej mają właśnie świadomość, że politycy, nawet gdy wydaje im się inaczej, to jednak muszą podejmować decyzje, które nie będą się kłóciły z unijnymi zasadami.
Dwa przywołane sposoby oddziaływania naszej obecności w Unii na polską gospodarkę stanowią teraz istotne podstawy jej wzrostu. Jestem przekonany, że w najbliższych latach wpływ naszego cz?onkostwa na eksport i inwestycje będzie mieć nadal duże znaczenie.