Liczba placówek bankowych daleko odstaje w Polsce od średniej dla krajów starej UE. Gdy milion Polaków ma do dyspozycji 318 oddziałów, to w krajach Piętnastki jest ich średnio 457.
Jeśli polskie banki chciałyby dorównać zachodnioeuropejskim standardom, powinny zwiększyć liczbę punktów obsługi klienta o 40 proc. I właśnie to robią.
Z pierwszej dziesiątki banków rozbudowę sieci w najbliższych 2-3 latach deklaruje Kredyt Bank (o 120), Millennium (160), BZ WBK (40), BRE (60), BGŻ (50). Więcej punktów obsługi klienta chce mieć też BOŚ (10), Eurobank (75), Dominet (60), a także Bank Handlowy i Lukas Bank. Do zwiększenia liczby placówek przyczyni się również rozpoczynający działalność Polbank (ma mieć 20 punktów), czy drugi bank Leszka Czarneckiego Noble Bank - ruszający w czerwcu (również 20).
Do obecnych prawie 12 tys. placówek bankowych (dane NBP na koniec III kwartału 2005 r.) może dołączyć kilkaset następnych. Obecna ekspansja to faktycznie odbudowa potęgi sprzed lat. W 2000 r. banki komercyjne miały 11,5 tys. placówek, a spółdzielcze 2,7 tys. O ile te ostatnie systematycznie otwierały nowe punkty, to komercyjne je likwidowały (8,45 tys.). Był to efekt fuzji, dekoniunktury na rynku, jak i zachwytu nad elektronicznymi kanałami dostępu do usług bankowych.
Teraz banki znów postawiły na rozbudowę tradycyjnej sieci. Robi to nawet deklarujący się do niedawna jako całkowicie wirtualny mBank. Ta instytucja, będąca internetowym ramieniem BRE, chce mieć wkrótce niemal 100 punktów obsługi (teraz ma 56). Zapowiada się też, że w przyszłym roku powstanie sporo placówek w systemie franchisingu. W ten sposób niemal całą swoją sieć stworzył już Dominet Bank. Z franchisingu korzysta też BPH. Jeden punkt w tym systemie na razie otworzył ING BSK, a BZ WBK i Eurobank zapowiadają, że też chcą skorzystać z tego rozwiązania.