Znacząco spadł optymizm pracodawców. O jedną piątą ubyło prognozujących zwiększenie zatrudnienia w okresie kwiecień-czerwiec, w porównaniu z dwoma poprzednimi kwartałami. - Nie jest jednak źle. Rekrutację nadal planuje niemal co trzecie przedsiębiorstwo (na początku roku było 39 proc.). 61 proc. nie będzie wykonywało żadnych ruchów, a zwolnienia przewiduje tylko 7 proc. respondentów. I, co istotne, w ostatniej kategorii odsetek nie rośnie - uspokaja Piotr Jakubowski z firmy doradztwa personalnego Hudson. Hudson co trzy miesiące bada plany działów personalnych krajowych i międzynarodowych przedsiębiorstw funkcjonujących na polskim rynku.
Już pierwsze miesiące pokazały, że ten rok upłynie pod znakiem wzrostu zatrudnienia głównie w firmach budowlanych. W samym II kwartale deklarują one chęć rekrutacji nawet 13 proc. nowych pracowników. To zwrot o 180 stopni. Na początku minionego roku branża ta jako jedyna planowała jeszcze zwolnienia. - Boom w budownictwie, występujący już od pewnego czasu w Warszawie czy Wrocławiu, w tym roku zaczął obejmować cały kraj. Pojawia się wiele nowych firm. Budują kadrę od podstaw i potrzebują szczególnie fachowców z doświadczeniem - mówi przedstawiciel Hudsona.
Już w ubiegłym roku dało też o sobie znać zapotrzebowanie na pracowników w firmach zajmujących się transportem i logistyką. Nabór trwa. Do lipca chcą zwiększyć liczbę etatów o ponad 7 proc. Warto też zapukać do drzwi firm informatycznych i telekomunikacyjnych. Przyrost miejsc pracy może tu osiągnąć 7 proc. IT i telekomy od lat utrzymują się w pierwszej trójce najchętniej zwiększających zatrudnienie. - Specjaliści w tych dziedzinach nawet w okresie dekoniunktury nie mieli dużych problemów ze znalezieniem pracy - zaznacza Piotr Jakubowski. Jednocześnie radzi młodzieży, by wybierała studia techniczne. - Zdecydowanie brakuje na rynku inżynierów - dodaje.
W najbliższym czasie najmniejsze szanse na zdobycie etatu dają media, reklama, marketing oraz finanse, bankowość i ubezpieczenia. W tych kategoriach 8 na 10 pracodawców uważa, że ma optymalny poziom zatrudnienia. A ok. 10 proc., czyli sporo powyżej średniej dla całego rynku, chciałoby zwolnić część osób.
Największe możliwości znalezienia zatrudnienia mają mieszkańcy Polski centralnej i wschodniej, w dalszej kolejności zachodniej i północnej. Najgorzej jest na południu - tam zwolnień będzie więcej niż nowych etatów.