W kwietniu ceny były o 0,7 proc. wyższe niż rok wcześniej - podał Główny Urząd Statystyczny. Dane okazały się gorsze od oczekiwań analityków. Średnia prognoz była na poziomie 0,6 proc.

Roczna inflacja w kwietniu była o 0,3 pkt. proc. wyższa niż w marcu. To efekt jednoczesnego skoku trzech grup cen: paliw, gazu i żywności. Podwyżki cen paliw i gazu były wkalkulowane w prognozy ekonomistów bankowych. Według Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, 5,2-proc. wzrost cen paliw w kwietniu można nawet uznać za pozytywne zaskoczenie. Jego zdaniem, przykrą niespodziankę sprawiły natomiast ceny żywności.

Za sprawą podwyżek cen gazu, w kwietniu mieliśmy do czynienia ze wzrostem inflacji netto, wskaźnika bacznie obserwowanego przez Radę Polityki Pieniężnej i rynek. Według analityków BRE Banku, inflacja netto poszła w górę z 0,7 proc. w marcu do 1,0-1,1 proc. w kwietniu. Ekonomiści BRE zaznaczyli jednak, że gdyby nie było podwyżek cen w kategorii "mieszkania", to inflacja netto spadłaby do 0,6 proc.

Wniosek? Za kwietniowym wzrostem inflacji stoją podwyżki cen kontrolowanych, a nie rosnąca presja inflacyjna. Gorszy od oczekiwań wskaźnik rynek przyjął jednak niedobrze. Rentowność obligacji poszła w górę. W przypadku obligacji 5-letnich przekroczony został psychologiczny poziom 5 proc. Spadł także kurs złotego. Za euro płacono po południu 3,95 zł. Według Ł. Tarnawy, pogorszenie koniunktury na rynkach było jednak efektem nie tylko gorszych danych, ale globalnej korek-

ty na tzw. wschodzących rynkach.