Ken Lay i Jeff Skilling nie siedzą na ławie oskarżonych za to, że są bogaci, ale za to, że popełnili oszustwa - usłyszeli ławnicy w Houston podczas ostatniego wystąpienia prokuratury, podsumowującego trwający 55 dni proces byłych szefów Enronu.
We wtorek, po drugiej części wystąpienia prokuratury, do ławy przysięgłych zwrócili się z mowami obrończymi adwokaci obu oskarżonych, próbując zbić argumenty oskarżenia. Po przewidzianych na środę replikach obu stron, 12 sędziów przysięgłych i 3 rezerwowych rozpocznie końcową debatę nad werdyktem.
W przypadku uznania byłych szefów Enronu za winnych wszystkich stawianych zarzutów, grozi im nawet po kilkadziesiąt lat więzienia. Wydane przez prowadzego sprawę sędziego Simeona T. Lake?a instrukcje dopuszczają także możliwość skazania byłych szefów Enronu za to, że świadomie nie podjęli działań, które przerwałyby oszustwa księgowe w kierowanej przez nich spółce.
Pierwsza część mowy oskarżycielskiej zajęła prokurator Kathryn Ruemmler prawie cztery godziny. W wypełnionej po brzegi sali sądu federalnego w Houtson przedstawiła obu byłych dyrektorów Enronu jako ludzi owładniętych obsesją własnego wizerunku oraz wizerunku kierowanej przez nich firmy. Według Ruemmler, Ley i Skilling stali na czele zamkniętego kręgu szefów spółki z 50. piętra biurowca Enronu, który za wszelką cenę starał się promować cenę akcji. Za pośrednictwem różnych kruczków, księgowych manewrów i kłamstw przedstawiany inwestorom obraz Enronu różnił się zasadniczo od rzeczywistości. - Pociągnijcie ich do odpowiedzialności za podejmowane decyzje i kłamstwa. Uznajcie, że są winni wszystkich stawianych zarzutów - mówiła Ruemmler do ławy przysięgłych podczas ostatniego wystąpienia.
64-letni Lay (6 zarzutów) i 52-letni Skilling (28 zarzutów) są oskarżeni o udział w zmowie, która miała na celu ukrycie przed inwestorami rzeczywistej sytuacji Enronu w latach 2000- -2001, kiedy energetyczny kolos zaczął staczać się ku bankructwu. Ruemmler przypomniała ławnikom o najważniejszych dowodach przedstawionych podczas rozprawy, w tym o deklaracji Skillinga z marca 2001 r., który powiedział analitykom, że "Enron znajduje się w doskonałej kondycji". Podobne kłamstwo miał popełnić także Lay we wrześniu 2001 r., gdy zapewnił pracowników firmy, że sytuacja energetycznego kolosa jest na tyle dobra, iż on sam kupuje akcje spółki, podczas gdy w rzeczywistości pozbywał się tych udziałów. - Dwaj dyrektorzy niegdyś siódmej co wielkości firmy w USA kłamali bez przerwy. Te kłamstwa były przestępstwem - podkreślała 35-letnia prokurator. - Właściciele Enronu zostali oszukani i okradzeni.