Metafora giełdowa to dość powszechna, że nawet zdechłe koty zrzucane z 10 piętra po upadku zawsze lekko się odbiją. Podobnie jest z giełdowymi indeksami, które im wyżej zawędrowały, im dynamiczniej spadały, tym łatwiej odreagowują. Po tak silnym trendzie wzrostowym wiary w jego kontynuację nie można w giełdowym tłumie złamać trzema sesjami przeceny. To proces rozłożony na wiele tygodni. Można wręcz powiedzieć, że nawet jeśli do ostatnich spadków dołożymy kolejne 5 proc. przeceny, to dalej nie będzie to sygnałem rozpoczęcia bessy, a jedynie znacznie zwiększy prawdopodobieństwo odwrócenia trendu i dopiero w kolejnych miesiącach przejścia właśnie do bessy.

Proszę porównać skalę przeceny do wcześniejszych zwyżek. Patrząc choćby tylko na falę wzrostową rozpoczętą w marcu, która przecież stanowi jedynie wycinek całej tendencji wzrostowej, mamy do czynienia ze spadkiem, który sprowadził kursy na poziom 38,2-

-proc. zniesienia Fibonacciego. Zawsze powtarzam, że zwrot rynku już na tym "pierwszym" złotym zniesieniu jest oznaką siły rynku w dłuższym terminie. Oczywiście, na obecnym etapie ta obserwacja pozostaje ciekawostką, gdyż w sferze założeń pozostaje to, czy wrócimy na nowe szczyty hossy, czy pogłębimy korektę.

Może się okazać, że tym razem o losach rynku nie będą już rozstrzygać dane o inflacji, wyniki spółek, czy inne fundamentalne kwestie. Z niecierpliwością czekam na najnowsze oficjalne dane o przepływach globalnych kapitałów. Fundusze inwestujące na rynkach emerging markets, zresztą nie tylko te, przeżyły od środowego posiedzenia FOMC szokujący tydzień. Straty niektórych podmiotów są bardzo duże, a reakcja klientów dla wszystkich pozostaje zagadką. Optymistyczne pozostaje jedynie to, że ostatnie oficjalne dane np. z Emerging Portfolio pokazały, że do 10 maja (dzień posiedzenia FOMC) do funduszy inwestujących na emerging markets wpłynęło aż 2,8 mld USD, czyli najwięcej od 8 lutego. Tym samym wartość aktywów wpłaconych w tym roku zwiększyła się już do 32,8 mld USD, a przypomnijmy, że te same fundusze w całym zeszłym roku otrzymały zaledwie 20,3 mld USD. Jeśli dane z tego tygodnia pokażą podtrzymanie tej szaleńczej tendencji pogoni za zyskami, indeksy mozolnie zaczną odrabiać straty. Jeśli klienci się przestraszą i zaczną wycofywać pieniądze, to możemy zacząć spiralę dalszych spadków.