Mittal Steel ma zgodę nadzorców rynku i dzisiaj rusza z ofertą zakupu akcji Arcelora. Starcie na samym szczycie stalowej piramidy wkracza w decydującą fazę.
Zarejestrowany w Holandii koncern hinduskiego miliardera Lakshmi Mittala potrzebował zgody nadzorców rynku we Francji, Belgii, Luksemburgu, Holandii, USA i Hiszpanii. Dlatego, że działa w wielu krajach, podobnie jak i drugi na świecie Arcelor, który powstał z połączenia trzech firm (hiszpańskiej Aceralii, francuskiego Usinor i luksemburskiego Arbed).
Oferta Mittala o wartości 18,6 mld euro ma charakter wrogi i została odrzucona przez kierownictwo atakowanej spółki. Arcelor zakwestionował strukturę propozycji i wycenę. Nie spodobało mu się, że hinduski biznesmen 25 proc. ceny chce zapłacić w gotówce, a resztę zamierza uregulować w akcjach swojej spółki.
O powodzeniu projektu Mittala, który zamierza stworzyć mocnego lidera branży, kontrolującego około dziesięć procent rynku, zadecydują udziałowcy Arcelora.
Kierownictwo luksemburskiej firmy, właściciela Huty Warszawa, uczyniło wiele, aby zniechęcić akcjonariuszy do sprzedaży walorów. Obiecało im hojną dywidendę oraz korzystny wykup akcji, jeśli nie odpowiedzą na ofertę Mittal Steel, kontrolującego około 70 proc. polskiego rynku stali. Hundus z kolei grozi, że jeśli dojdzie do buy backu, jego oferta może stać się w 100 proc. bezgotówkowa. "Udziałowcy bźdą mieli okazjź dokonania oceny wartości i zalet naszej oferty" - napisał Mittal w komunikacie. Nie będzie to łatwe, o czym świadczą kłopoty Belgów.