Reklama

Wyzwanie dla Polski

Sektor publiczny to największe wyzwanie nadchodzących lat. Bez jego reformy Polska nie będzie w stanie rzeczywiście konkurować, i to nie tylko na wspólnym rynku

Publikacja: 18.05.2006 09:39

Patrząc na wyniki makroekonomiczne, Polska ma się czym chwalić. Tempo rozwoju nie budzi żadnych zastrzeżeń, a w wielu krajach jest wręcz powodem do zazdrości. Polskę postrzega się jako jeden z najbardziej atrakcyjnych inwestycyjnie krajów, przede wszystkim z powodu dobrze wykształconej kadry i tanich kosztów pracy. Wszystko to zawdzięczamy głównie zagranicznym inwestycjom bezpośrednim i polskim przedsiębiorcom.

Wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje bezrobocie. Bez dalszego rozwoju, i to nowych gałęzi gospodarki, nie da się zbyt wiele osiągnąć. Niezależnie zresztą od wysiłków poszczególnych rządów, ponieważ to nie państwo tworzy nowe miejsca pracy. Mogą to zrobić jedynie prywatni pracodawcy. Tak ostatnio popularne centra usług tylko częściowo przyczynią się do likwidacji bezrobocia, przede wszystkim wśród młodych ludzi. Nie oszukujmy się - nikt z nich, mając za sobą studia i znając języki obce, nie będzie chciał całe życie pracować w takim centrum. Tym samym za parę lat mogą ponownie zasilić szeregi bezrobotnych. Albo wyjechać z Polski.

Narastająca emigracja do krajów Europy Zachodniej (z ostatnich badań AIESEC wynika, że 6 na 10 studentów chce wyjechać za granicę) może przynieść pozytywne skutki. Warto mieć nadzieję, że po kilku latach do kraju wróci kilkaset tysięcy osób znających języki i kulturę pracy w rozwiniętych państwach. Negatywnym efektem "nowej emigracji" jest jednak to, że w kraju przeważnie pozostają ci, którzy nie są wystarczają-

co przedsiębiorczy lub po prostu boją się wyzwań. Ludzie zbyt uzależnieni od sektora publicznego.

Jaki kolejny krok?

Reklama
Reklama

Zreformowaliśmy naprawdę dużo. System polityczny, choć wciąż niedojrzały, stabilizuje się. Nowoczesne sektory polskiej gospodarki doganiają Europę, a w niektórych przypadkach wręcz ją przeganiają. Tylko jeden sektor gospodarki pozostaje daleko w tyle. Kosztuje wszystkich podatników, a jego efektywność pozostawia wiele do życzenia.

I wcale nie mam na myśli niektórych gałęzi nieopłacalnego przemysłu ciężkiego, pozostałości komunizmu. Najprawdopodobniej sam upadnie, o ile nie zostanie do końca sprywatyzowany. Pytam, co dalej z sektorem publicznym?

Debata polityczna tocząca się w Polsce jest przede wszystkim skoncentrowana na roli państwa w gospodarce. Jedne siły polityczne mówią o jej zmniejszaniu, inne o zwiększaniu. Nikt natomiast nie rozmawia o tym, co zrobić, by sektor publiczny był po prostu efektywny. Sektor publiczny to największe wyzwanie nadchodzących lat. Bez jego reformy Polska nie będzie w stanie rzeczywiście konkurować, i to nie tylko na wspólnym rynku. Przede wszystkim sektor publiczny musi się chcieć zreformować. I to szybko. W ciągu najbliższych 6-7 lat. Bez tej reformy nie będzie w stanie właściwie wykorzystać funduszy unijnych. I to nie tylko dla tak kluczowych gałęzi, jak infrastruktura, przede wszystkim drogowa. Ale także na inne, równie ważne cele.

Polski sektor publiczny jest zbyt zaangażowany w działalność gospodarczą. Udziela licznych koncesji, licencji, reguluje działalność biznesu i w biurokratyczny sposób redystrybuuje fundusze. Dodając do tego fakt, że jako zdecydowanie niedofinansowany jest po prostu niewydajny.

Im wcześniej, tym lepiej

Można zacząć tak, jak zrobiono to wiele lat temu w Wielkiej Brytanii. Stopniowo przekształcano sektor publiczny w sektor świadczący usługi dla obywateli. To zadanie długofalowe i kosztowne. Nie da się takiej zmiany przeprowadzić w ciągu jednej nocy. Patrząc na dotychczasowe doświadczenia i biorąc pod uwagę polskie cykle życia politycznego, taki sposób reformowania trwałby zapewne do 2012 roku, czyli do momentu, kiedy Polska straci prawo do strukturalnych funduszy unijnych. Zgodnie z założeniami unijnymi, w 2013 roku Polska powinna być już w pełni dostosowana do reszty Europy. Wtedy największymi konsumentami funduszy może być Ukraina bądź inne nowe kraje członkowskie. Można też przyjąć bardziej radykalne podejście. Coraz popularniejsze na Wyspach Brytyjskich i w Stanach Zjednoczonych. Polega na przekazaniu zadań sektora publicznego prywatnym przedsiębiorcom.

Reklama
Reklama

Naprawdę nie trzeba zbyt wiele wysiłku, by wyobrazić sobie prywatne szpitale i więzienia. Mamy już przecież prywatne szkoły. A możemy pójść jeszcze dalej. Na przykład, funkcje ZUS-u mogłyby przejąć prywatne firmy. Na pewno zrobiłyby to efektywniej. W końcu prywatny biznes działa na wolnym rynku już od 16 lat i - co widzimy na każdym kroku - doskonale daje sobie radę. Outsourcing, kontrakty na świadczenie usług, partnerstwo publiczno-prywatne to kilka dróg dojścia do tego celu. Oddanie niektórych funkcji sektora publicznego w prywatne ręce pozwoliłoby rządowi skoncentrować się nie na zarządzaniu, tylko na podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących alokacji środków - na edukację, ochronę zdrowia czy infrastrukturę. Teraz rząd może tylko próbować dzielić i tak niewielkie środki wszystkim mniej więcej po równo. Po reformie sektora publicznego będzie miał tych środków więcej. No i nie będzie musiał się zajmować wprowadzaniem w życie podjętych przez siebie decyzji. To byłaby już rola sektora prywatnego. W gestii polityków pozostałyby na przykład decyzje dotyczące przyszłych kierunków edukacji, chociażby poprzez zmniejszenie liczby fakultetów humanistycznych na rzecz politechnicznych w uczelniach państwowych. Z badań Ernst & Young przeprowadzonych wśród polskich przedsiębiorców wynika, że obecny system szkolnictwa wyższego nie jest dostosowany do wymogów rynku pracy (Indeks przedsiębiorczości - Ernst & Young 2005). Nigdzie na świecie prywatnego sektora nie stać na kształcenie inżynierów, informatyków czy lekarzy.

Krótkoterminowo takie podejście do reformy sektora publicznego oznacza ograniczenie zatrudnienia. Ale długoterminowo osoby zwolnione z pracy znajdą ją w sektorze prywatnym, przejmującym obecne zadania państwa.

Dajmy szansę obywatelom

Taka reforma sektora publicznego umieściłaby Polskę w awangardzie. Na pewno na początku popełnialibyśmy liczne błędy, ale ostatecznie odnieślibyśmy spektakularny sukces. Tym samym zdobylibyśmy konkurencyjną pozycję nie tylko w Europie. I - co najważniejsze - reforma sektora publicznego oznacza radykalne zmniejszenie wydatków publicznych. Możemy oczywiście nic nie zmieniać. Iść już raz objętą drogą. Utrzymując silną politykę monetarną, dyscyplinę budżetową, redukując wydatki i udział państwa w gospodarce. Mając jednocześnie nadzieję, że stopniowe bogacenie się Polaków spowoduje wzrost popytu na prywatną służbę zdrowia, edukację i inne usługi. Nieefektywny sektor publiczny przegra w walce konkurencyjnej z prywatnym biznesem i w jakiejś mierze po prostu zniknie. Tyle że o wiele później, a szansa zdobycia przez Polskę prawdziwej pozycji lidera przepadnie.

60% studentów chce wyjechać z Polski

za granicź.

Reklama
Reklama

Autor jest absolwentem London School of Economics. Od 2002 r. pacuje na stanowisku partnera zarządzającego Ernst & Young.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama