Trwający do zeszłego czwartku wzrost notowań ropy naftowej został zahamowany dzięki najnowszym prognozom podaży i popytu. Jeszcze przed końcem minionego tygodnia tendencję zwyżkową podtrzymały przewidywania władz USA, że światowe zapotrzebowanie na paliwa płynne zwiększy się w 2006 r. o 1,9 proc. Bodźcem do wzrostu notowań była też możliwość sankcji wobec Iranu w związku z forsowanym przez ten kraj programem atomowym oraz perspektywa odwetu w postaci wstrzymania dostaw ropy. Spór zaostrzyło odrzucenie przez prezydenta Mahmouda Ahmadinejada apelu UE o wstrzymanie procesu wzbogacania uranu. Tymczasem posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w tej sprawie zapowiedziano na

19 maja. W tych okolicznościach cena ropy zbliżyła się w Londynie do 73,50 USD, a w Nowym Jorku do 74 USD za baryłkę. Zaczęła jednak spadać, gdy Międzynarodowa Agencja Energetyczna skorygowała w dół prognozę tegorocznego popytu na ten surowiec o 200 tys. baryłek dziennie, co oznaczałoby jego wzrost o 1,5 proc. Ponadto OPEC poinformował, że dysponuje wolnymi mocami wydobywczymi, które wyniosą w 2006 r.

średnio 3 mln baryłek dziennie, co wystarczy, aby zwiększyć światowe zapasy ropy.

Do uspokojenia nastrojów przyczyniło się też zwolnienie pracowników firm naftowych porwanych przez nigeryjskich rebeliantów.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lipcu płacono wczoraj po południu 69,85 USD w porównaniu z 70,34 USD w końcu sesji wtorkowej i 72,44 USD w poprzednią środę.