Kupuję i chcę wiedzieć. Sprzedaję i muszę powiedzieć. Taka relacja między inwestorami a spółkami wytwarza się na giełdzie. W środku jest wartość akcji, czyli cena rynkowa papierów w danym momencie. I właśnie o cenę oraz ten "moment" chodzi w końcowym efekcie relacji inwestorskich. Dlaczego?
Inwestorzy nie są altruistami. Płacą żywą gotówką za akcje spółki X z nadzieją, że za pewien czas, w najbardziej sprzyjających okolicznościach, zrealizują zysk z zainwestowanych pieniędzy. I to nie zysk kilkuprocentowy, ale o wiele wyższy, a w tak zwanym międzyczasie odbiorą jeszcze premię w postaci dywidendy.
Skoro - jak wspomniałem na początku - przy sprzedaży ważny jest "ten moment", inwestorzy z uwagą śledzą wydarzenia w firmach, których są w jakiejś cząstce właścicielami. I śledzą bardzo uważnie.
Zarządy spółek giełdowych natomiast obowiązki informacyjne nierzadko traktują jak dopust boży (o tym m.in. piszemy w naszym dzisiejszym dodatku z okazji Forum Relacji Inwestorskich). Poinformowały rynek o celach emisji, rynek im zaufał i objął całą pulę akcji. Wyniki finansowe są niezłe, strategia jest wdrażana, więc o co chodzi?
Brak dobrej komunikacji często prowadzi do katastrofy. Na giełdzie przekłada się na nieufność lub kompletny brak wiary i obniżoną wycenę. Inwestorzy chcą świadomie handlować. Niedoinformowani, wprowadzeni w błąd, szybko wycofują pieniądze, by nie ponieść straty. Rynek nie raz przeżywał panikę tylko z powodu błędnej polityki informacyjnej firm.