Obowiązujące teraz rozwiązanie sprowadza się w praktyce do konieczności zapłacenia akcyzy. Przy czym wielkość tej daniny uzależniona jest od wartości sprowadzanego pojazdu, deklarowanej przez kupującego, od jego wieku oraz od pojemności silnika. Maksymalnie podatek może wynieść 65 proc. deklarowanej wartości auta.
Są jednak dwa problemy. Po pierwsze, przepisy nie są zgodne z dyrektywami Unii Europejskiej. Po drugie, i to jest z punktu widzenia polskiego rynku absolutnie kluczową kwestią, obecny system gwarantuje praktycznie dowolność oceny wartości wwożonego pojazdu. Nie ma bowiem realnych możliwości zakwestionowania wielkości podanych przez kupującego. Innymi słowy: to, jak duży podatek ma być zapłacony, ustala sobie sam kupujący. Ministerstwo Finansów informowało, że w niektórych miesiącach średnia wartość przywiezionych pojazdów, nie starszych niż dziesięcioletnie, nieznacznie tylko przekraczała tysiąc złotych. Jasne jest zatem, że nie osiągnięto celów, które przyświecały ustawodawcy.
Przepisy do zmiany
Zwolennicy zmiany przepisów wskazują na kilka kwestii. Po pierwsze, obecne przepisy nie spełniają swojej funkcji, dochodzi bowiem do nagminnego fałszowania rzeczywistej wartości pojazdów. Przepisy są więc w praktyce martwe. Po drugie, owe fałszerstwa prowadzą do spadku cen używanych pojazdów, który ma kilka konsekwencji. Przede wszystkim wyraźnie cierpi rynek nowych samochodów. Pamiętać tu należy nie tylko o tym, że tracą oficjalni dystrybutorzy, ale mniejsza chłonność rynku zmniejsza prawdopodobieństwo pozyskania kolejnych inwestycji motoryzacyjnych. Szczególnie, gdyby dotyczyć miały one pojazdów stosunkowo tanich. Chłonność rynku wewnętrznego jest jednym z ważnych przesłanek podjęcia decyzji o inwestycji, szczególnie, gdy ma się do czynienia z rynkiem stosunkowo dużym. A takim jest rynek polski. Inwestycje to szansa na przyspieszenie wzrostu gospodarczego i tysiące miejsc pracy, także w zakładach kooperujących. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce w pierwszych miesiącach br. poziom sprzedaży nowych aut jest porównywalny z Rumunią czy Węgrami, a są to rynki potencjalnie kilkakrotnie od nas mniejsze. Poza tym spadek cen używanych pojazdów skutkuje relatywnym zubożeniem posiadaczy aut. Jeśli ceny używanych samochodów spadły w ostatnich dwóch latach nawet o 20 proc., to tyle stracił każdy posiadacz czterech kółek. Po trzecie, bardzo wyraźnie wzrosła liczba sprowadzanych do Polski stosunkowo starych samochodów. Wysoka stawka akcyzy na takie pojazdy nie zahamowała importu z powodów już opisanych. W efekcie na nasze drogi trafiają auta znacznie mniej bezpieczne i znacznie bardziej trujące środowisko niż te, które są teraz wytwarzane. Obecnie produkowane samochody spełniające normę emisji spalin Euro IV wydzielają pięciokrotnie mniej trujących substancji niż te, które spełniają jedynie normę Euro I. Problem ekologii wciąż nie jest w Polsce problemem pierwszoplanowym.
Warto jednak uświadomić sobie, że prawie dwa miliony sprowadzonych do Polski w ostatnich dwóch latach starszych aut emituje tyle substancji trujących, ile 6-8 milionów nowych. W dodatku część z tych samochodów w stosunkowo krótkim czasie będzie wymagać złomowania. Ten problem na razie nie jest w Polsce rozwiązany. Poza tym, w przypadku starszych aut znacznie mniej części nadaje się do powtórnego wykorzystania. Po czwarte wreszcie, traci budżet. Nagminnie zaniża się wartość sprowadzanych samochodów, co oznacza niższe wpływy do kasy państwa.