Ostatnia sesja tego tygodnia dość dobrze wpisuje się w atmosferę, jaka zapanowała na rynku. Nikt już poważnie nie myśli o kupnie papierów. Do głosu zaczynają dochodzić złowieszcze zdania, że "to musiało się wydarzyć", że "rynek nie może przecież przez cały czas rosnąć". Te zdawałoby się oczywistości dla wielu stają się dopiero teraz rzeczywistością. Do tej pory korekty były raczej marnej wielkości i kończyły się błyskawicznie. Ta jest inna, bo głębsza. Ta jest inna, bo każda próba odbicia szybko kończy się pogłębieniem spadku.

Mimo to, nadal śmiem twierdzić, że to tylko korekta, a w każdym razie będziemy jeszcze przeżywać próbę podejścia do okolic dotychczasowych szczytów hossy. Dopiero wtedy okaże się, czy były to faktyczne szczyty całej hossy.

W technicznego punktu widzenia, ostatnia sesja tygodnia wiele nie zmieniła. Zadaniem dla popytu była obrona poziomu dołka z czwartku, a to zadanie zostało wykonane. Wsparcie w postaci poziomu 3000 pkt nie zostało przez podaż pokonane. Przypomnę, że jest to poziom styczniowego szczytu, który został przełamany w czasie kwietniowej zwyżki cen. O pierwszych problemach w określaniu kierunku ruchu można byłoby mówić, gdyby wsparcie to zostało przebite. Wtedy w średnim terminie mielibyśmy trend boczny. Zejście pod poziom dołka konsolidacji z początku roku byłoby sygnałem zakończenia hossy.

Jednym z czynników słabego tygodnia była sytuacja na amerykańskim rynku akcji. Był to jeden z najsłabszych tygodni od wielu miesięcy. Czy to już początek zmiany tendencji? Czy w przyszłym tygodniu zobaczymy odbicie? Przecież "w końcu musi kiedyś odbić"! Komentarze cały czas sugerują, że przecena w USA to skutek obaw o wielkość inflacji. Wydaje się, że to tylko jeden z powodów.

Głównym czynnikiem, który można obciążać winą za obecną sytuację, jest ogólnie zwiększona niepewność, czyli wzrost ryzyka, dotycząca przyszłych zmian FOMC. Do tej pory wszystko było jasne i przewidywalne. Decyzje były "znane" jeszcze przed posiedzeniem, co sprawiało, że rynek przyjmował je stosunkowo spokojnie. Ryzyko zaskoczenia było niewielkie. Teraz sytuacja uległa zmianie, bo już nie wiadomo, jaką decyzję podejmą członkowie komitetu. Zwłaszcza gdy sami uzależnili ją od napływających na rynek danych, skutkiem czego ten nagle się na publikacje mocno wyczulił.