Akcjonariusz, który zażądał od Animeksu odkupienia swoich akcji Ekodrobu, nie jest jedynym inwestorem, który przeciera szlak wśród nowych przepisów. - Licznie zgłaszają się do nas osoby, które chcą wypróbować możliwość przymusowego odkupu - mówi Jarosław Augustynowicz, dyrektor ds. informacji i analiz Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. - Z moich obserwacji wynika, że zainteresowanie tą kwestią jest spore - wtóruje mu Adam Ruciński, doradca inwestycyjny kancelarii Ruciński i Wspólnicy.
Duży chce się bronić
Sama procedura "wyciskania" większościowego akcjonariusza jest prosta (patrz: komentarz). Wątpliwości budzi jednak sposób ustalania ceny, jaką za papiery małego udziałowca powinien zapłacić duży. Przepisy określają tylko jej minimalny poziom. Ostateczna wartość ustalana jest w negocjacjach. - Cena odkupu akcji powinna uwzględniać, oprócz średniej arytmetycznej z kursu rynkowego, jaki kształtował się w ciągu ostatnich miesięcy, również wycenę fundamentalną spółki - twierdzi Jarosław Augustynowicz. Jego zdaniem, średnia arytmetyczna rzadko odzwierciedla godziwą wartość papierów. Tym bardziej, że spółki z dominującym podmiotem mają niską płynność, a kursem ich akcji łatwo manipulować.
Przymusowy odkup może być dolegliwy dla głównego właściciela. Niezależnie od swej woli, zmuszony jest do kupienia akcji. Naturalnie, stara się więc zapłacić małemu możliwie najmniej. Dlatego wykorzystuje swoją pozycję tak, by akcje spółki nie drożały. - Należy bowiem pamiętać, że to od niego w dużej mierze zależą wyniki firmy, a w konsekwencji kurs jej papierów - zauważa Adam Ruciński. Jest to forma obrony przed sprytnymi graczami. - Są tacy, których strategia inwestycyjna zakłada wyszukiwanie spółek zdominowanych przez jednego akcjonariusza. Liczą, że atrakcyjnie sprzedadzą mu akcje w wezwaniu lub doprowadzą do "wyciskania" - dodaje doradca inwestycyjny.
Uwaga! Można zarobić