Powyższe czynniki negatywnie odbiły się na rynkach emerging markets, do których też jest zaliczana Polska. Doprowadziło to do osłabienia złotego o 6 groszy wobec euro i 8 groszy wobec dolara. Na wartości w ubiegłym tygodniu straciła również warszawska giełda. I to znacznie, bowiem miniony tydzień WIG20 zakończył spadkiem o 8,1%. Ostatni raz, tak duża tygodniowa przecena miała miejsce pod koniec 2001 roku. W dotychczasowej historii warszawskiej giełdy większe tygodniowe spadki występowały 33 razy, na przestrzeni ponad 780 tygodni. Najsilniejsze ich nagromadzenie było w czasie załamania w 1994 roku. Od marca do czerwca aż osiem z czternastu tygodni kończyło się przeceną większą niż 8,1%. Wówczas największy tygodniowy spadek wyniósł 25,5%.

Wracając jednak do złotego, to w najbliższych dniach o jego zachowaniu będzie decydował w dalszym ciągu sentyment do emerging markets. Czy w węższym ujęciu, notowania eurodolara, które są z tym skorelowane.

Wzrost EUR/USD ma szanse złotego umocnić, natomiast spadek go osłabić. Korelacja ta może być tym pełniejsza, gdyż opublikowane w ostatni piątek słabe dane o cenach produkcji przemysłowej (1,6 proc. wobec oczekiwanych 0,9 proc.) i dynamice produkcji (5,8 proc. wobec oczekiwanego wzrostu o 9 proc.), pomimo że większość ekonomistów twierdzi, że wywołały je czynniki sezonowe, mogą oznaczać, że już niedługo bardzo dobre wyniki polskiej gospodarki przestaną chronić złotego.

W tym tygodniu Narodowy Bank Polski opublikuje dane o inflacji bazowej, natomiast Główny Urząd Statystyczny o majowej koniunkturze w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach, oraz kwietniowe dane o bezrobociu i sprzedaży detalicznej. Z tej grupy liczyć będzie się tylko ten ostatni raport. Zostanie on opublikowany w środę. Analitycy szacują, że sprzedaż wzrosła w ubiegłym miesiącu o około 15 proc. rok do roku, wobec 10,1 proc. w marcu. Im większa sprzedaż, tym lepiej dla złotego. I odwrotnie.

(ISB/ WGI)