Banki sprzedały ostatnio złe kredyty za blisko 2 mld zł. Opłaca im się to, ponieważ straty poniesione ze zbycia wierzytelności mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Rozwiązują też rezerwy kredytowe. Transakcji takiej dokonał PKO BP, który pozbył się niespłaconych kredytów wartych 660 mln zł. ING BSK sprzedał portfel za blisko 140 mln zł. Największy portfel wart ponad 1 mld zł sprzedał Kredyt Bank. Tylko w tym przypadku chodzi o wierzytelności od 200 tys. osób i firm. Łącznie na sprzedaż trafiły długi ok. 400 tys. podmiotów. Kupiły je fundusze sekurytyzacyjne, czyli podmioty inwestycyjne, które chcą zarobić na odzyskiwaniu starych długów. Fundusze zapłaciły od 10 do 20 proc. wartości portfeli kredytowych. Liczą, że od dłużników odzyskają o wiele więcej.
Wezwanie ostatniej szansy
Zanim jednak fundusz przejmie kredyty, bank musi poinformować nierzetelnych klientów, że ich długi trafią do funduszu. Takie informacje zostały już rozesłane do dłużników. Przy okazji zostali oni wezwani do spłaty zobowiązań. W takim przypadku mają na to minimum 30 dni. Jednak z możliwości oddania długów niewielu do tej pory skorzystało.
- Zauważyliśmy wzmożony ruch na call center z prośbą o wyjaśnienia, co oznacza otrzymane pismo - mówi Katarzyna Czapska, dyrektor pionu ryzyka kredytowego w Kredyt Banku. -A niektóre osoby i firmy, które nie chciały z nami rozmawiać od lat, zdecydowały się nagle spłacić kredyt albo jego część. Starają się też na nowo podjąć negocjacje. Ale tak naprawdę zainteresowanie nie jest zbyt duże. Szacuję, że bank odzyska ok. 0,01 proc. wystawionych na sprzedaż wierzytelności - dodaje. Oznacza to, że do banku wpłynie ok. 10 mln zł.
- U nas kredyty zwrócone przed sprzedażą portfeli można policzyć na palcach jednej ręki - mówi Marek Filipczyk, dyrektor monitoringu i windykacji w ING Banku Śląskim. - Choć niektórych groźnie brzmiąca nazwa funduszu - Prokura, kojarząca się z prokuraturą - skłoniła do podjęcia negocjacji - dodaje. ING BSK sprzedawał jednak niewielki portfel długów pochodzących z lat. 90.