Nasza waluta w niewielkim stopniu zareagowała na paniczną wyprzedaż, jaka przetoczyła się przez rynek giełdowy. Przyczyn siły złotego można upatrywać w tym, że osłabiła się już trochę w ubiegłym tygodniu, w górę szło wczoraj euro, ceny obligacji nie spadały. Zresztą podobnie zachowywały się waluty czeska i węgierska. Pojawia się jednak pytanie, czy w sytuacji gdyby niechęć do emerging markets okazała się trwalszym zjawiskiem, nie pojawi się również mocniejsza presja na lokalne waluty. Tego można się obawiać. Obligacje z rynków wschodzących nie stanowią aż tak bardzo atrakcyjnej alternatywy dla papierów państw o dojrzałych gospodarkach. Jednocześnie czynnikiem ryzyka są ceny towarów, które wczoraj dość mocno się trzymały, ale w razie kolejnych sygnałów sugerujących schładzanie się światowej gospodarki mogą dalej spadać. To dodatkowo zwiększyłoby premię za ryzyko przy inwestycjach na emerging markets i presję na lokalne waluty. Z technicznego punktu widzenia drogę do kontynuacji zwyżki przez euro otwierałoby wyjście ponad 3,98 zł.