Odwrót do rynków wschodzących trwa i na niektórych rynkach przerodził się w panikę. W najgorszym położeniu znajduje się Turcja, gdzie od szczytu z końca lutego indeks ISE 100 spadł o 24 proc. Notowania czołowych tureckich spółek - banków i instytucji finansowych, których wartość rynkowa znacznie przekracza kapitalizację polskich spółek z tej samej branży - spadły od tegorocznych rekordów o 25-40 proc. Równie mocno ucierpiał także kurs spółki Turkcell, czołowego tureckiego operatora telefonii komórkowej.
Fala wyprzedaży, która w zeszłym tygodniu dotyczyła głównie rynków naszego regionu, przeniosła się także do Azji i Ameryki Południowej. Rano notowania na giełdach azjatyckich spadły o 2-6 proc. Kiedy giełda w Warszawie zakończyła już pracę, dopiero rozkręcały się notowania w Argentynie i Brazylii. Główne tamtejsze indeksy traciły po ok 5 proc. Argentyński Meval ocierał się o najniższe zamknięcie w tym roku, brazylijski Bovespa notował 4-miesięczne minimum. Spadek notowań w daje się w istotny sposób odczuć także na giełdach rozwiniętych. Indeks Dow Jones Stoxx 50, skupiający 50 największych spółek europejskich, odnotował wczoraj siódmy spadek biorąc pod uwagę dziewięć ostatnich sesji i znalazł się na najniższy poziomie od 25 stycznia. Od szczytu z 9 maja stracił 7,8 proc. Jest to największa korekta na europejskim rynku akcji od ponad półtora roku. Notowania Anglo American, górniczego giganta, wydobywającego m.in. miedź, spadły w ciągu siedmiu sesji o 25 proc., do najniższego poziomu w tym roku. Kto zatem zachowanie kursu KGHM (przede wszystkim jego zmienność) chciałbym interpretować jako przykład niedojrzałości naszego rynku powinien być świadom, że równie "nieodpowiedzialnie" zachowują się inwestorzy na rynkach rozwiniętych. Te wszystkie statystyki pokazują jedno - powrót do trendu wzrostowego, szczególnie na rynkach wschodzących, będzie bardzo trudny. Ta grupa rosła ostatnio dużo szybciej niż giełdy rozwinięte. Teraz szybciej pikuje.