W najgorszym momencie WIG20 tracił wczoraj 3,9 proc., a mimo to sesję zakończył zwyżką o 1,8 proc. Wczorajsze maksimum indeksu był aż o 6,6 proc. wyższe niż minimum. Tak duża rozpiętość notowań jest zjawiskiem bezprecedensowym na tle ostatnich lat. Nawet w okresie silnych wahań na jesieni 2003 r. - kiedy zakończyła się pierwsza fala hossy - dzienna rozpiętość sięgała maksymalnie 4,7 proc. Po raz ostatni tak znaczną zmienność jak wczoraj zanotowano jeszcze w styczniu 1999 r. (8,1 proc.), ale od tego czasu rynek znacznie się zmienił. O bardzo dużej zmienności informuje też procentowy ATR z 14 sesji, który przekroczył 3 proc. i znalazł się na poziomie najwyższym od lipca 2002 r.
Skrajnie wysoka zmienność jest raczej argumentem za zakończeniem spadków WIG20, niż zapowiedzią kolejnej fali wyprzedaży. Dołki większości poprzednich silnych korekt spadkowych pokryły się z lokalnymi szczytami na wykresie ATR. Za kontynuacją wczorajszego odbicia przemawiają także proste porównania z poprzednimi korektami. Do ostatniego minimum, czyli poniedziałkowego zamknięcia WIG20 zniżkował łącznie o 14,5 proc. Tymczasem przeciętny zasięg poprzednich pięciu korekt to 12 proc. Najgłębsza z nich (na jesieni 2003 r.) pochłonęła
15,5 proc. Tak więc z jednej strony mamy do czynienia z jedną z najgłębszych korekt od początku trzyletniej hossy, a z drugiej strony można przypuszczać, że potencjał spadkowy się wyczerpał - jeśli nie w perspektywie tygodni, to przynajmniej najbliższych dni. Te porównania brzmią jeszcze bardziej przekonująco, jeśli weźmiemy pod uwagę stopień wyprzedania obrazowany przez odchylenie
WIG20 od średniej kroczącej
z 20 sesji. W poniedziałek odchylenie przekroczyło minus 10 proc. Tak silnego wyprzedania nie