Dyskusja o konsolidacji z udziałem europejskich giełd przeniosła się wczoraj do Frankfurtu, gdzie na walnym zgromadzeniu zebrali się akcjonariusze giełdy Deutsche Boerse. - Połączenie Deutsche Boerse z sojuszem Euronext (rynki papierów wartościowych z Paryża, Amsterdamu, Brukseli i Lizbony - red.) jest najlepszym rozwiązaniem dla naszych klientów, naszych akcjonariuszy i centrów finansowych, których będzie dotyczyć - bronił złożonej Euronextowi parę dni temu oferty fuzji Reto Francioni, dyrektor generalny frankfurckiego parkietu.

We wtorek Niemcy otrzymali policzek, bo udziałowcy Euronextu zagłosowali przeciwko połączeniu z Frankfurtem. Tym samym Euronext zbliżył się do nowojorskiej giełdy NYSE, która też przedstawiła mu plan połączenia. Nowojorczycy zaproponowali 8 mld euro w gotówce i własnych akcjach, propozycja niemiecka była o 600 mln euro wyższa. Zarząd Euronextu ocenił jednak, że fuzja z NYSE stwarza lepsze perspektywy. Powstałaby z niej pierwsza giełda działająca w skali globalnej. Na europejsko-amerykański mariaż łaskawiej spojrzałyby też władze antymonopolowe, które mogą radzić nawet rok nad wydaniem zgody, jeśli doszłoby do łączenia głównych parkietów z tego samego kontynentu.

Deutsche Boerse jest pod presją akcjonariuszy. Fundusz TCI, który ma 10 proc. udziałów zarówno parkietu niemieckiego, jak i Euronextu, zapowiedział, że fuzja obu giełdowych operatorów jest jedynym rozwiązaniem, jakie dopuszcza.

Zdaniem analityków, niemiecka giełda jest w stanie podbić ofertę na Euronext i zdobyć przychylność jego szefów i inwestorów. - Nie powinna mieć przy tym problemu z przekonaniem własnych udziałowców, że nie przepłaca - powiedział analityk HVB Group Lucio di Geronimo. Na walkę na oferty przejźcia liczy wielu udziałowców Euronextu.

Na razie Reto Francioni nie dał znaku, że jego giełda może Euronextowi zaproponować lepsze warunki. - Jesteśmy zdania, że oferujemy sprawiedliwe warunki. Uczyniliśmy wszystko, by przekonać władze Euronextu o atrakcyjności naszej oferty - stwierdził wczoraj.