Dominująca pozycja dolara na rynku wynika z tego, że jest on jedną z najważniejszych walut, w jakich banki centralne gromadzą rezerwy. Jednocześnie wszystkie najważniejsze surowce rolne i przemysłowe wyceniane są w amerykańskiej walucie. To powoduje, że wszyscy importerzy surowców potrzebują wymienić własną walutę na dolary, by dokonać transakcji. W efekcie handel na foreksie ogranicza się do siedmiu płynnych par walutowych: czterech tzw. majors (EUR/USD-euro/dolar amerykański, USD/JPY-dolar amerykański/jen japoński, GBP/USD-funt brytyjski/dolar amerykański, USD/CHF-dolar amerykański/frank szwajcarski) oraz trzech par towarowych (AUD/USD-dolar australijski/dolar amerykański, USD/CAD-dolar amerykański /dolar kanadyjski oraz NZD/USD-dolar nowozelandzki/dolar amerykański). Notowania wszystkich w dużym stopniu powiązane są z losami dolara w danym okresie, podobnie reagują na napływające informacje dotyczące USA.
Dlaczego przyciągają
inwestorów?
Jak można wykorzystywać crossy walutowe? Wyobraźmy sobie, że Japonia publikuje informacje, które mogą zwiększyć popyt na jena, np. o szybszym tempie wzrostu gospodarki. Kupując jeny za dolary, ryzykujemy jednak, że w razie opublikowania przez USA dobrych wiadomości nasza transakcja nie przyniesie zysku. Amerykańska gospodarka jest największa na świecie i dane z USA przyćmiewają wszystkie pozostałe. W związku z tym większe prawdopodobieństwo zysku występuje, gdy kupimy jeny, np. za franki lub euro.
Równocześnie na crossy walutowe większy wpływ - niż w przypadku par z udziałem dolara - mają informacje dotyczące fuzji i przejęć. Mogą one nawet zdeterminować notowania danego dnia. Jeśli brytyjski koncern ogłosi przejęcie europejskiego konkurenta za wiele miliardów euro, to ze znacznym prawdopodobieństwem można oczekiwać zwyżki wspólnej waluty i spadku funta w najbliższych godzinach. Inwestorzy dyskontowaliby w ten sposób zwiększone zapotrzebowanie na euro, które wynika z konieczności zdobycia pieniędzy na przeprowadzenie transakcji.