Bez "setki" z rana wielu inwestorów nie potrafi zacząć dnia. Po porannym szczycie na 2834 pkt. już niecałą godzinę później kreśliliśmy minima na 2722 pkt. Pierwsza "setka" zaliczona. Do tak gwałtownego zwrotu wystarczyły jedynie trzy większe zlecenia. Oczywiście, był to tylko impuls, ale to wydarzenie obnażyło bardzo wyraźnie, jakie przerażenie panuje na rynku.

Późniejsze odreagowanie chyba nikogo nie zaskoczyło, tak samo jak mało kto wzruszyłby się sesją na -8proc. W tym tygodniu inwestorzy gotowi są na wszystko. Tyle tylko, że tym razem w tym odreagowaniu należy podkreślić rolę obrotów. Przy bardzo dynamicznym wzroście mieliśmy znacząco wyższe obroty, nie tylko pod względem ogólnej wartości, ale też wartości pojedynczych transakcji. Wyraźnie było widać, że kilku dużych graczy potraktowało te poziomy jako atrakcyjne do rozpoczęcia instytucjonalnych zakupów (ewentualnie wymuszonej obrony rynku).

O losach sesji ostatecznie zdecydowały szacunki PKB w USA w I kw. Cała fala spadkowa na giełdach zainicjowana została obawami o podwyżki stóp w Stanach. Szczególnie czułe są na to emerging markets. Taka publikacja PKB znacząco zwiększyła szansę na czerwcową przerwę w serii 16 podwyżek. Na wolniejszy rozwój amerykańskiej gospodarki na obecnym etapie mało kto zwraca uwagę. Po 14.30 mieliśmy wybicie górą z kilkugodzinnej konsolidacji (niespotykana formacja ostatnio) i kontynuację odreagowania na dużym obrocie.

Ze świadomością, że inwestorzy z nałogu "setki" ostatnio wyleczyć się nie mogli i jutro szaleństwa możemy mieć ciąg dalszy, mimo wszystko zaryzykowałbym stwierdzenie, że obronienie marcowych dołków (2717,97) na WIG20 pozwoli rynkowi na wyhamowanie tej fali spadkowej i powrót do wyceny spółek nie według rynkowych nastrojów, ale według fundamentów.

Dorzucam więc kolejny scenariusz do lawiny prognoz, która zasypuje inwestorów w ostatnich dniach. Mało kto zagłębia się jednak, czy chodzi w nim o 3-dniową spekulację na kontraktach terminowych, czy o 3-letnią inwestycję w blue chipy. Ale to już innym razem. Jak na razie przedstawiciele TFI tłumaczą w ostatnich dniach, na czym to wszystko polega. W czasie hossy wszyscy bardzo dużo zarabiają, a w czasie załamania lub bessy wystarczy sięgnąć po magiczne słowo "długoterminowo". Wszystko wraca do normy, klienci śpią spokojnie.