Od szczytu (z 12 maja) już o ponad 10 proc., a od ubiegłego czwartku o prawie 6 proc. spadły ceny złota. Obserwowana w zeszłym tygodniu korekta była najgłębszą od 1990 r.

Rynek się załamał w wyniku odwrotu inwestorów od szerokiego spektrum bardzo atrakcyjnych ostatnio aktywów: metali szlachetnych i kolorowych oraz akcji spółek z rynków wschodzących. Trwająca od początku roku zwyżka cen złota miała spekulacyjny charakter, o czym najlepiej świadczą dane przedstawione w tym tygodniu przez World Gold Council. Od początku

stycznia do lokujących w złoto tzw. ETF-ów, czyli funduszy, których jednostkami można obracać na giełdach, napłynęło aż 1,9 mld USD, czyli o 59 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wczoraj przyszło lekkie uspokojenie - uncja złota kosztowała po południu w Londynie 643,9 USD, czyli o 0,5 proc. więcej niż we wtorek. Zdecydowało o tym m.in. fiasko rozmów mających przekonać Iran do zaprzestania prac nad wzbogacaniem uranu. W efekcie wzrosły ceny ropy, a to może przyspieszyć inflację, przed którą złoto pozwala się ochronić. W górę poszły też ceny srebra i platyny.

Na notowania kruszców miała wpływ publikacja danych o tempie wzrostu PKB amerykańskiej gospodarki. Okazało się wyższe, niż podano pierwotnie (5,3 proc. zamiast 4,3 proc.), ale słabsze od oczekiwań ekonomistów. Dane osłabiły dolara, amerykańska waluta straciła do euro ok. 0,3 centa. W takich sytuacjach złoto, notowane właśnie w dolarach, najczęściej drożeje.