Pielgrzymka papieża Benedykta XVI obserwowana zza komputerowego monitora zmusza do niewesołej refleksji. Czym jest wizyta głowy Kościoła katolickiego dla większości Polaków: okazją do zadumy i refleksji, czy spotkaniem z duchowym przywódcą? Okazuje się, że nie tylko tym.
Dla wielu firm przyjazd papieża to również okazja do działań marketingowych. W przeciwieństwie do datków na mszalną tacę, gesty sponsorów pielgrzymki nie były, niestety, anonimowe. Ich logo widniało w książeczce Wydawnictwa ss. Loretanek. O roli firm w przygotowaniu pielgrzymki można było przeczytać w korporacyjnych gazetkach, a działy marketingu uznały za stosowne zapełnić takimi informacjami także komputery dziennikarzy.
Działania firm pokazują, dlaczego mowa jest tylko srebrem, a milczenie bywa złotem.
W materiałach dla dziennikarzy pojawiły się nazwiska prezesów i skrzętnie odnotowywano, jaki rodzaj usługi wykonała w związku z przyjazdem papieża firma lub jaki prezent mu przekazano. Okazało się, że można być "sponsorem pielgrzymki" i "dostarczać łącza", dzięki którym pielgrzymkę oglądają miliony.
Na szczęście nowe prawo o publicznym obrocie zabrania uprawiania marketingu w systemie raportowania ESPI. Bo mimo że łączna kwota datków wyniosła zaledwie 2 miliony dolarów, czyli żadne tam 10 proc. kapitałów własnych darczyńców, to na pewno swoim gestem chciałaby się pochwalić niejedna firma...