Po kilkudniowej korekcie na światowe rynki ponownie powróciły spadki. Podaż pojawiła się zarówno za oceanem, jak i na giełdach europejskich.

Obecny tydzień S&P 500 rozpoczął od silnego spadku. Na jego wykresie pojawiła się długa czarna świeca znosząca niemal w całości zeszłotygodniową korektę. Choć indeks nie ukształtował charakterystycznej trójfalowej struktury korekcyjnej, to jednak obecnie więcej przemawia za kontynuacją spadków niż powrotem wzrostów. Minimalny zasięg fali można określić na poziom 1245 punktów, ale najprawdopodobniej możemy spodziewać się zejścia indeksu do strefy 1215-1220 punktów. W przypadku jeszcze silniejszego ruchu kolejne wsparcie S&P 500 napotka w okolicy 1185 punktów, gdzie przebiega dolne ograniczenie długoterminowego kanału wzrostowego. Jego przełamanie odwróciłoby trend w długim terminie i rynek wszedłby w falę C korekty rozpoczętej w 2000 roku. Choć na razie przedstawiona prognoza długoterminowa jest mocno teoretyczna, to jednak w krótkim i średnim terminie dalsze spadki wydają się być bardzo prawdopodobne.

Spadki kontynuują również rynki środkowoeuropejskie. Podobnie jak na amerykańskich giełdach, tak i na rynkach regionu po kilku dniach wzrostowej korekty ponownie pojawiła się silna podaż. W dół solidarnie ruszyły wszystkie trzy główne indeksy, potwierdzając tym samym wagę sygnału. W ciągu najbliższych sesji należy zatem spodziewać się przełamania ostatnich lokalnych minimów z drugiej połowy maja i ukształtowania kolejnej fali korekcyjnej. Z uwagi na fakt, że jej zasięg może być zbliżony do fali z ubiegłego miesiąca, należy być przygotowanym na dość silną przecenę. W obecnej chwili stosunkowo trudno stwierdzić jednak, czy na tym zakończy się cała korekta, czy też będzie ona bardziej rozbudowana. Niezależnie jednak od struktury fal, pierwszych sygnałów świadczących o powrocie wzrostów z pewnością nie spodziewałbym się wcześniej niż za kilka tygodni.